niedziela, 2 czerwca 2013

Rozdział 9

                                                     ROZDZIAŁ 9
                - Co ty zrobiłeś?! Wy potwory! Bestie!- krzyczałam. Pobiegłam do Shana. Nie ruszał się, a krew wylewała się z niego strumieniami. 
                Adam i Paul zabrali moją torebkę, w której był telefon i uciekli. Musiałam coś wymyślić. 
- Shane! Shane! Kochanie, wytrzymaj! Nie zostawiaj mnie!
                Podarłam swój sweter i starałam się zatamować cieknącą krew. 
- Pomocy! Ratunku!- wrzeszczałam, ale nikt mnie nie słyszał. Niedaleko mnie stało auto. Podbiegłam do niego. Na szczęście w środku były kluczyki, ale samochód był zamknięty. Zamachnęłam się i łokciem rozbiłam szybę, odpaliłam silnik. 
                Musiałam działać szybko. Shane. Mój Shane! Umierał! Wsadziła jego bezwładne ciało na tylne siedzenie. Było strasznie ciężkie, a liczyła się każda sekunda. 
                Jechałam jak szalona. Po drodze prawie potrąciłam człowieka, ale to mnie niewiele obchodziło. Liczył się tylko Shane. 
                Stanęłam przed drzwiami szpitala i wołałam o pomoc. Natychmiast podbiegli do mnie lekrze. 
- Co się stało?!- spytał jeden z nich podczas, gdy pozostali wyciągali Shane z samochodu. Jego twarz bardzo zbladła przez te kilka minut. 
- Mój chłopak! On został postrzelony kilka razy!
                Przewieźli Shana na salę. Nie pozwolili mi z nim wejść. 
- Pani krwawi!- usłyszałam czyjś głos. 
- Co?- spytałam oszołomiona, nie wiedząc o co chodzi.
Pielęgniarka pokazała mi mój rozwalony łokieć. Wielkie odłamki szkła utknęły w mojej ręce. To dziwne, ale nie czułam bólu. 
- To nic. Nie boli mnie. 
- Dziecko, jesteś w szoku! Trzeba zrobić opatrunek!
                Siostra wzięła mnie do gabinetu i zrobiła opatrunek. Strasznie mnie to niecierpliwiło. Chciałam być z Shanem. Jednak to nic w porównaniu z uczuciem, które mi towarzyszyło, gdy zobaczyłam mojego chłopaka podłączonego do tych wszystkich urządzeń. Łzy napłynęły mi do oczu, usiadłam obok niego na łóżku. Był gotów za mnie umrzeć. 
- Shane... Nie musiałeś tego robić. Obiecuję ci, że Adam za to zapłaci!
                Siedziałam przy łóżku mojego ukochanego jeszcze chwilę. Cały czas płakałam. Załamałam się kompletnie, kiedy serce Shana przestało pracować. W jednej chwili w sali zaroiło się od lekarzy i pielęgniarek. 
- Co się dzieje?!- krzyczałam. 
- Zabierzcie ją stąd!- rozkazał jeden z medyków. 
                Jakiś mężczyzna chwycił mnie w pasie, z zamiarem wyprowadzenia mnie z sali. 
- Nie! Zostaw mnie! Chcę przy nim być! Shane! Nie zostawiaj mnie ! Kocham cię!- wrzeszczałam. 
                Musieli mnie wynieść siłą. Z przerażeniem oglądałam jak lekarza reanimują Shana. Robili mi masaż serca. Panowało tam straszne zamieszanie. 
                Reanimacja trwała nieprzerwanie przez dwadzieścia minut. Przy czym każda sekunda wydawała mi się wiecznością. Miałam wrażenie, że moje serce zaraz pęknie i rozpadnie się na miliony małych kawałków. 
                W końcu wysiłek lekarzy nie poszedł na marne. Serce mojego ukochanego zaczęło samodzielnie pracować!.... Na chwilę. Gdy myśleliśmy, że już minęło najgorsze ponownie zaczynaliśmy go tracić. 
                Reanimacja rozpoczęła się na nowo. Po godzinie poddali się. 
- Czas zgonu 23:37.
- Nie! Nie!- krzyczałam. Podeszłam do łóżka, na którym leżał Shane.- Kocham cię. Już zawsze będę cię kochać!- powiedziałam i złożyłam na ustach zmarłego już chłopaka ostatni pocałunek....
                Nagle serce Shane zaczęło ponownie pracować! Myślałam, że to sen. To był cud!
- O rany! Mamy go!- wykrzyknął lekarz. 
                Cieszyłam się, że Shane żyje, ale zapadł w śpiączkę. Nikt nie dawał mu szans na przebudzenie się, ale ja wiedziałam, że się mylą. Nie znałam dnia, którego mój chłopak otworzy oczy, jednak byłam pewna, że ten dzień nastąpi. 
                W szpitalu byłam codziennie. Lekarze mówili mi, że może Shane słyszy wszystko więc czytałam horrory, relacjonowałam mu wydarzenia każdego dnia, puszczałam muzykę.





              Przepraszam, że tak długo musieliście czekać. Tekst trochę jak z jakiegoś melodramatu, ale trudno.  Następny rozdział będzie nie prędko, ponieważ zakończenie roku i wiecie jak to wygląda ;) 

      
                  
     

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz