sobota, 18 maja 2013
Rozdział 8
ROZDZIAŁ 8
Adam Scott wybiegł jak z procy z terenu szkoły. Nie mógł uwierzyć, że Jessica zostawiła jego- najlepszą partię w szkole- dla ćpuna.
Gdyby tylko znała prawdę o Shanie. Ha! Zdziwiłaby się. Ale ją musi spotkać kara. Nie mógł jej odpuścić po tym, jak potraktowała go przed tymi wszystkimi ludźmi. Musiał tylko wymyślić, jak jego była dziewczyna zapłaci mu za tak niegodziwy czyn. I wiedział nawet, kto mu w tym pomoże- Paul. To oczywiste!
Nie zwlekając zadzwonił do swojego najlepszego przyjaciela i umówił się z nim na spotkanie. Już pół godziny później Paul siedział u niego na kanapie.
- Jak ona mogła ci to zrobić?! Jak?! I to przed całą szkołą?! Tak nie może być! Adam, musisz coś z tym zrobić!
- Przecież wiem! Ale mam związane ręce. Ona do mnie nie wróci!
- To zmuś ją! I zabij jej szczęście!
- Co? Jak?- spytał z ciekawością Adam.
- Zaczaimy się na nią wieczorem, pokażemy pistolet i wymięknie.
- Pistolet?- wahał się chłopak.
- Tak... Jak zobaczy spluwę przekonamy ją do wszystkiego.
- Dobra. Wezmę ją ze skrytki ojca. Nie zauważy. Leży tam od wieków.
- A więc?
- Zróbmy to!- wykrzyknął Adam zdecydowanie. Nie pozwoli sobie na takie traktowanie. Jaką potem by miał reputację? Mógł mieć każdą, a wybrał ją! Powinna być mu wdzięczna.
Plan wydawał się prosty, ale okazja do jego wykonania długo nie chciała nadejść. Co wieczór Adam i Paul zaczajali się na Jessicę, która nigdy nie była sama albo nie wychodziła w ogóle.
Chłopak z dnia na dzień czuł się coraz bardziej upokorzony i poniżony. Był zmuszony patrzeć na swoją dziewczynę w ramionach innego, jak się całują i jak szepczą sobie miłe słówka. Miał tego dość. Powinien zakończyć im tą sielankę, ale to z kolei byłoby nieroztropne. Nie mógł sobie pozwolić na błąd. Po raz pierwszy poczuł tak silną nienawiść, że miał ochotę kogoś zabić.
Nadszedł ten wieczór. Jessica wyszła z domu wraz z Caroline. Adam i Paul wiedzieli, że wystarczy podążyć za nimi i w odpowiedniej chwili zaatakować. Dziewczyna czuła się pewnie i bezpiecznie. Myliła się myśląc, że jest Shana bo była jego własnością i nie miałam prawa mu się sprzeciwiać.
Dzisiaj nauczy ją, gdzie jej miejsce. Już nigdy nie odważy się zrobić czegokolwiek wbrew niemu.
* * *
W środę wieczorem wyszłam z Caroline do kina. Nie wiem jak się jej udało namówić mnie na horror. Miał być to nasz babski wieczór. Bez Michaela i Shana. Tylko my dwie.
Sam film był straszny, ale czego ja się spodziewałam. Nie miałam pojęcia, jak zdołam zasnąć w nocy.
- Jak ja mogłam zgodzić się pójść na to?- pytałam.
- Oj Jess, nie było tak źle. Zdecydowanie przesadzasz.- stwierdziła Carol.
- Mhm... Jaasne. To nie ty będziesz sikać ze strachu w drodze do domu.
- Ha ha! Przestań! Nie nakręcaj się tak. Dasz radę. Do jutra słońce.
- Do jutra.- pożegnałam się bez przekonania.
Byłam głupia, sądząc, że po filmie nie będę się bała. Popatrzyłam w ciemne ulice i nie byłam w stanie się ruszyć.
- O nie! Nie poradzę sobie!- przyznałam na głos. Moja sytuacja była beznadziejna.
Miałam nadzieję, że Shane będzie mógł przyjść i mnie odprowadzić.
- Hej śliczna! Już się stęskniłaś? Czyżby babski wieczór nie wyszedł?
- Byłyśmy na horrorze, a teraz boję się wrócić i pomyślałam sobie...
-... że mógłby cię odprowadzić.- dokończył za mnie Shane.- Zaraz będę. To idź w moją stronę spotkamy się w połowie drogi.
- Dobrze, ale Shane.... Pospiesz się.
- Nie bój nic śliczna. Już pędzę.- zakończył rozmowę Shane.
Z wielkim bólem zrobiłam pierwszy krok. Kolejne nie były wcale łatwiejsze. Ulice były opustoszałe, co wcale nie pomagało.
Mimo wszystko zmusiłam swoje ciało by weszło w pierwszą, mroczną uliczkę Chicago. Jednak co chwilę odwracałam się za siebie.
Miałam nieoparte wrażenie, że ktoś mnie śledzi. Martwiłam się, że to nie tylko moja wyobraźnia, a moje przypuszczenia okażą się prawdą.
Nie chciałam czekać, aż ktoś mnie zajdzie od tyłu i zastrzeli więc, gdy tylko zniknęłam za rogiem budynku, lekko wychyliłam głowę i zobaczyłam dwie postacie, które ewidentnie mnie śledziły.
Zaczęłam uciekać. Mogłam usłyszeć kołatanie własnego serca. Tak bardzo się bałam. Moi oprawcy domyślili się, że ich zobaczyłam, ponieważ też zaczęli biec. Już nie byli dyskretni. Tak bardzo się bałam, a oni byli coraz bliżej! Biegłam ile sił w nogach, ale to było za mało. Po kilku metrach byli tak blisko, że czułam ich oddech na karku. Jeden z nich skoczył na mnie i własnym ciałem przyparł mnie do ziemi. Nie mogłam w to uwierzyć.... To był Adam i Paul.
- Cześć kochanie.... Tęskniłaś?- zaczął mi szeptać do ucha Adam. To było obrzydliwe! Zaczęłam płakać.
- Puść mnie! Puszczaj!!!- krzyczałam, ale nie mogłam zrzucić go z siebie.
- O nie.... Powiedziałem ci, że nie odpuszczam! Adam Scott nigdy łatwo się nie poddaje! Albo będziesz ze mną po dobroci albo..... Cię do tego zmuszę.- powiedział do mnie i wyciągnął z kieszeni pistolet.
- Zastrzelisz mnie?- spytałam przerażona.
Nagle jakiś cień rzucił się na Adama i zwalił go ze mnie.
- Uciekaj Jess!! Uciekaj!- krzyczał Shane szarpiąc się z Adamem. Nie wiedziałam co robić, ale usłuchałam go i zaczęłam biec. Wkrótce potem dobiegł do mnie i uciekaliśmy razem. Nie wiem jak zdołał im się wymknąć.
Niestety.... Los nie był po naszej stronie. Szczęście nas opuściło i wbiegliśmy w ślepą uliczkę, a mur był za wysoki by się po nim wspiąć. Nie było już drogi ucieczki.
Dwaj oprawcy dogonili nas. Paul zaczął się szarpać z Shanem, który próbował wyrwać mu się, by ochronić mnie przed Adamem.
- Możesz być ze mną! A wybierasz jego! Masz szansę do mnie wrócić! Możesz być moja! Możemy być szczęśliwi!- przekonywał mnie mój były chłopak.
- A więc postanowione. Nigdy nie będę twoja! Kocham Shana! I tylko jego! A ciebie nienawidzę! Żałuję każdej chwili jaką razem spędziliśmy!- wykrzyknęłam przez łzy.
- Chyba nie wyrażam się jasno.- Adam wycelował we mnie pistoletem.- Albo będziesz moja...albo niczyja.
- Wolę umrzeć niż być z tobą!
- Masz to jak w banku.- W tym momencie Shanowi udało się wyswobodzić z niedźwiedziego uchwytu Paula i rzucił się w stronę pistoletu, zasłonił mnie przed kulą, stanął na lini ognia...
Usłyszałam kilka strzałów. Krzyknęłam! Krew! Wszędzie widziałam krew! Krew Shana, jego upadające ciało i
jego nieobecne oczy....
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Bardzo fajne ;). kiedy następny rozdział?
OdpowiedzUsuńPostaram się wstawić dzisiaj, a najpóźniej będzie jutro ;)
OdpowiedzUsuńno i nadal nie ma ;C
OdpowiedzUsuń