środa, 8 maja 2013
Rozdział 5
ROZDZIAŁ 5
Druga część tygodnia minęła dosyć spokojnie. Tylko Caroline była nie w sosie, kiedy się dowiedziała o zaistniałej sytuacji z Adamem. Wpadła w furię, kiedy się dowiedziała, że mnie obraził. Przysięgła, że mu tego nie daruje i jeszcze za to zapłaci.
Nie chciałam zemsty.... Chciałam mieć spokój. Zemsta nic by mi nie dała. Na dodatek Adam cały czas do mnie wydzwaniał i pisał sms-y. W wiadomościach pisał jak to mnie kocha i żałuje tego co się stało.
Głupio mi było stanąć twarzą w twarz z Shanem, ale on kolejny raz udowodnił, że nie jest taki na jakiego wygląda, a mianowicie na nabuzowanego nastolatka bez zasad i uczuć.
Kolejne dni były łatwiejsze do przełknięcia. Zaczynałam łapać rytm na pozór normalnego życia, któremu sens nadawały w tamtej chwili obowiązki.
Dla większości nastolatków mottem życiowym jest "byle do piątku". Ja nigdy nie cieszyłam się na weekend, ponieważ musiałam jechać do ojca, ale ten piątek był inny. Nie musiałam nigdzie się ruszać i zapowiadała się niezapomniana impreza. Oczywiście co chwile organizowane są jakieś domówki, ale ta miała być inna, ponieważ była organizowana przez Michaela- szkolnego przystojniaka, który wiedział co to znaczy dobra zabawa. Na samą myśl o zbliżającym się wydarzeniu czułam dreszczyk podniecenia.
Kiedy w końcu rozległ się ostatni dzwonek na korytarze wybiegł tłum podekscytowanych nastolatków. Nie dało się przejść. Byłam niesiona przez prąd młodych ludzi. Gdy jakoś udało mi się wyjść ze szkoły musiałam czekać na Caroline by ustalić szczegóły dotyczące naszego wyjścia na imprezę.
- No to jak? -spytałam.
- Co jak? - zdziwiła się Caroline.
- No idziesz od razu do mnie się przygotować, czy wracasz do domu?
- Idziemy od razu do ciebie, ale muszę zadzwonić do mamy.
Gdy Caroline oddaliła się by zadzwonić, ja wypatrywałam sylwetki Shane. Przez ostatni tydzień zakumplowaliśmy się. Nie byliśmy jeszcze przyjaciółmi, ale też nie byliśmy już na etapie dobrych kolegów. Nie do końca wiem, jak nazwać tą dziwną relację.
Jednak, przeszukiwając oczyma tłum ludzi, rozczarowałam się. Zamiast Shane dostrzegłam przybliżającą się postać Paula.
No super! Jeszcze tego typa tu brakowało. Jest taki sam jak Adam. Porównując ich osobowość, nie znalazła by się żadna różnica.
- Dzień dobry Jessico.- przywitał się grzecznie przyjaciel mojego ex.
- Dla kogo dobry dla tego dobry. Czego chcesz?- spytałam oschle i nieuprzejmie. Wiedziałam po co przyszedł.
- Pogadaj z Adamem. Zamartwia się.
- Urzekła mnie twa historia, ale co ja mam z tym wspólnego?
- Co masz z tym wspólnego?! Jeszcze pytasz?! Zamiast umawiać się z jego kuzynem to mogłabyś zainteresować się kimś przyzwoitym ty dziwko!
Nagle jakaś pięść wylądowała na twarzy Paula. Czyjaś ręka tylko mignęła mi przed oczami, ten cios był tak szybki.
- Nigdy! Nie ! Obrażaj! Jessici!- usłyszałam wściekłego Shana.- Jeszcze raz usłyszę, że coś na jej temat powiedziałeś to będziesz musiał emigrować! Jasne?!
- Co się dzieje?- do akcji wkroczyła Caroline.
- Paul nazwał Jess dziwką.
Na twarzy Carol malowało się oburzenie. To nie zapowiadało nic dobrego. I tym razem się nie pomyliłam. Moja przyjaciółka zamachnęła się i kopnęła Paula prosto w... orzeszki.
To dziwne, ale ja stałam cały czas z boku, jakbym była sparaliżowana.
- Jessi? Wszystko okej?- zapytał Shane troskliwie otaczając mnie ramieniem.
- Co? Tak... Chyba.
- Chodź zostawmy tego palanta samemu sobie.
- Wyjątkowo się z tobą zgadzam- wtrąciła Caroline.
Bez słowa ruszyłam a stronę swojego domu w towarzystwie przyjaciół, którzy mówili tylko o tym co zrobią Paulowi jeśli jeszcze raz odwali taki numer.
Właściwie chciałam mieć taką postawę jak oni- nie bać się przeciwstawić. Ponownie ktoś bezpodstawnie mnie obrażał, ale tym razem publicznie. Po chwili namysły wyciągnęłam telefon i zadzwoniłam do Adama.
- Co robisz?- spytała Caroline
- Nie odpuszczę! Nie tym razem.
Po chwili oczekiwania, która wydawała się wiecznością, Adam łaskawie zdecydował się odebrać.
- Hej Jess! Kotku ja naprawdę żałuję tego co powiedziałem i...
- Zamknij się!- warknęłam.
- Co?- zdziwił się.
- Gówno! Zamknij się w końcu!
- Czy ja słyszę nutkę wściekłości w twoim głosie?
- Nutkę?- oburzyłam się- To cała symfonia!
- Ale o co chodzi?
- Nie udawaj niewiniątka! Nie dość, że wyzywałeś mnie przez telefon, to na dodatek nasłałeś na mnie swojego kumpla, żeby zrobił to samy, ale publicznie?!
- Ale ja...- próbował się tłumaczyć chłopak. Dla takiego zachowania nie ma usprawiedliwienia.
- Milcz kiedy mówię!
- Kiedy...
- Nie życzę sobie tego typu wyzwisk pod moim adresem.- powiedziałam po czym się rozłączyłam. Dla mnie rozmowa była skończona. Nie miałam już nic mu do powiedzenia. Powiedziałam to co chciałam.
- Wow! Masz takie oczy, że gdybym cię nie znał to bym nie podszedł.- stwierdził Shane, najwyraźniej próbując rozładować napiętą sytuację.
Dalszą część drogi przebyliśmy żartując sobie, jakby nie zdarzyło się nic szczególnego.
- Shane... Wybacz. My musimy się szykować na wieczór.- powiedziałam kiedy dotarliśmy pod mój dom.
- Ale ja chętnie popatrzę- odparł Shane zalotnie.
- Chłopcze! Nie, nie popatrzysz. Idź. Spotkamy się na miejscu.- powiedziałam, podchodząc do niego. Wtuliłam się w niego.
- Pa śliczna.
Westchnęłam-Pa Shane.
- Cześć Caroline.
- Cześć.
Shane poszedł w swoja stronę, a my weszłyśmy do domu.
- Czemu do ciebie mówi śliczna?
- Nie wiem. Bo to Shane.
- Tak, czy inaczej on mi się nie podoba.
Przewróciłam oczami. Caroline była nadopiekuńcza. Gorzej niż mama.
- Dlaczego?- spytałam ze zmęczeniem.
- Pomyśl! Shane zachowuje się tak tylko w stosunku dla ciebie. Kiedy ciebie nie ma jest jak zwierze.- Roześmiałam się.
- Zwierze- spytałam. Shane i zwierze? Bez komentarza.
- Nie śmiej się! On chyba...
- Przestań! Miałyśmy się przygotować na imprezę.
Następne kilka godzin spędziłyśmy wybierając sukienki, biżuterię, malując się, ale i tak kilka razy wszystko zmieniałyśmy. Tak to jest z nami kobietami. Gdy uznałyśmy, że już lepiej wyglądać nie będziemy, poprosiłam mamę, żeby nas podwiozła.
Już z daleka słychać było muzykę. Chciałam jak najszybciej zatańczyć.
- Pa słonka! Bawcie się dobrze!- krzyknęła mama, kiedy wysiadałyśmy.
- Zapowiada się super wieczór- stwierdziłam podekscytowana.
Czym prędzej wbiegłyśmy do domy pełnego ludzi. Natychmiast wtopiłyśmy się w tłum. Nagle poczułam czyjąś rękę na mojej pupie.
- Ej!- krzyknęłam, obracając się.
- Hej śliczna!- no tak. Shane. Któż by inny?
- Ty dupku!
Roześmiał się na moje słowa.- Nie moja winna.
- A czyja?
- Tej sukienki.
Tymczasem Caroline filtrowała z Michaelem. Kręciła włosami i uśmiechała się uwodzicielsko. Shana też obskoczyły dziewczyny, tylko ja stałam jak kołek.
Postanowiłam się rozluźnić i nie zwracać uwagi na innych. To przyniosło oczekiwany skutek. Zaraz znalazło się kilku chętnych do zatańczenia ze mną. Bawiłam się świetnie. Straciłam poczucie czasu, ale pragnienie dało o sobie znać. Zeszłam z parkietu i poszłam się czegoś napić, a tam zastałam Caroline całującą się z Michaelem, ale jak tylko mnie zobaczyli to odskoczyli od siebie.
- Nie przeszkadzajcie sobie.-powiedziałam z uśmiechem i wzięłam wodę. Michael nieco skrępowany wyszedł z kuchni, a Caroline cała czerwona podeszła do mnie.
- Hah, ale się porobiło.-zaczęła.
- Punkt dla ciebie siostro.- powiedziałam, puszczając jej oczko. Do kuchni wpadł Shane.
- Wow! Ale biba! Śliczna wracamy na parkiet noc dopiero się zaczyna.
Shane bez słowa wyjaśnienia wyciągnął mnie na parkiet. Dochodziła północ. Zaczeliśmy tańczyć razem.
Mijały kolejne godziny, a my nadal razem tańczyliśmy. Nigdy w życiu tak dobrze się nie bawiłam. Impreza była genialna. Nie zwracałam uwagi na innych ludzi. Chciałabym, aby ten wieczór trwał wiecznie. Shane zrezygnował z dresu i wyglądał super.
Gdy na parkiecie zrobiło się więcej wolnego miejsca, puścili jakiś wolniejszy kawałek. Założyłam ręce na szyję Shana i tańczyliśmy dalej patrząc sobie w oczy.
- Wiesz- zaczął Shane- cieszę się, że cię poznałem.
- Też się cieszę, że się przyjaźnimy- odpowiedziałam z uśmiechem.
- Ale ja nie chcę być dłużej... tylko przyjacielem.- powiedział Shane niepewnie. Trochę zbiło mnie to z tropu.- Jessica naprawdę mi na tobie zależy, ale czuję się winny.
- Dlaczego?
- Bo podrywam kuzynowi dziewczynę, ale jeśli mam się czuć winny, to chcę się czuć winny za to.- Nie wiedziałam o co mu chodzi, ale po chwili Shane mnie pocałował. O matko! Ale on świetnie całował! Nie chciałam, żeby przerywał. Chciałam być z nim, być jego "śliczną" nic więcej się nie liczyło. Tylko ja i on. Nie zwracałam uwagi na to, czy ktoś patrzy, czy nie. W tamtej chwili nikt poza nami nie istniał.
Noc trwała i trwała, a my dalej tańczyliśmy wtuleni w siebie. Chciałam mieć kogoś takiego jak Shana, na kim mogłabym polegać. W końcu trzeba było wracać do domu. Niestety... Jednak to był najwspanialszy dzień mojego życia.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz