ROZDZIAŁ 6
- Jesssica!!! Masz zamiar przespać cały dzień?!- z kuchni rozległ się głos mamy.
O jeny! Co się dzieje? Czy człowiek we własnym domu nie może się wyspać?
- Już wstaje mamo!
Chciałam sprawdzić na telefonie, która godzina, a tu kilka sms-ów.
"Jessica ponoć całowałaś się z Shanem na imprezie!!! Odezwij się!
- Caroline"
"Kotku przepraszam... Nie zostawiaj mnie! Proszę:(
- Adam"
"Jessica będę po ciebie 12:00. Nie chcę żadnych scen i sprzeciwów. Idziesz z nami na obiad z prezesem. Nie spóźnij się. Chodzi o mój awans.
- Tata"
Po tak wspaniałej nocy mam iść z ojcem na obiad. Nie interesuje mnie jego awans. Kiedy do niego to dotrze, że nie pragnę być częścią jego życia albo on to wie i chce mi zrobić na złość.
Była 11:55. To sobie poczeka... Nie będę się spieszyć bo on sobie tak zażyczył. Mógł napisać wcześniej. Chociaż... wtedy też bym wstała o 11:55, a może nawet później.
Nie śpiesząc się napuściłam do wanny wody, dolałam olejku, puściłam na głos radio i poszłam się kąpać. Popołudniowa toaleta zajęła mi półtorej godziny. Po takim czasie zeszłam na dół, gdzie zastałam już ojca ze swoją żoną.
- Jessica!- ryknął na mnie ojciec. Ewidentnie był na mnie wściekły.- Miało być o dwunastej! Po to idę tam z tobą i z Kate, żeby się zaprezentować! Mam szansę na awans! Załóż coś ładnego i idziemy!
Przez głowę przeszedł mi złowieszczy plan. Na początku nie chciałam w ogóle iść na to spotkanie, ale teraz.... Sprawię, że nie dostanie tego awansu. Z robię z siebie taką idiotkę, że odechce mu się mnie widywać, czy zapraszać na "rodzinne spotkania".
- Oj nie gniewaj się tatku. Wstałam za pięć dwunasta i musiałam się doprowadzić do porządku. Przecież nie mogę ci przynieść wstydu kiedy w grę wchodzi twój awans!- mówiąc to uśmiechnęłam się równie szeroko, co fałszywie. Jego wyraz twarzy momentalnie się zmienił.
- Stephen ona musiała jakoś tą szpetną twarz doprowadzić do porządku. Nie spinaj się tak kochanie.
Moje oczy zwęziły się w małe szparki. Kate widząc, że wyprowadziła mnie z równowagi, uśmiechała się pod nosem.
- Hej! Kate! Powinnaś iść nałożyć jeszcze z kilogram tapety bo gdzieniegdzie jeszcze prześwituje skóra.
Nie czekając na jej odpowiedź, odwróciłam się na pięcie i poszłam założyć na siebie najładniejszą sukienkę jaką miałam oraz pasujące do niej buty i tak ubrana zeszłam na dół.
- Moja córeczka!- krzyknął radośnie ojciec.
- Chodźmy już tatku.
Wzięłam ojca pod ramię i poszłam z nimi do samochodu. Kate wściekła się. Wpierw musiała iść za nami, a potem usiąść na tylnim siedzeniu.
Ojciec był zachwycony moją nagłą przemianą. Nic dziwnego. Myślał, że skoro się tak przymilam do niego to wybaczyłam mu to, jak wyrzucił nas z domu, żeby zamieszkać ze swoją kochanką. Jednak on nie wiedział jaką zemstę zaplanowałam.
Aby wprawić go w jeszcze większą euforię dałam mu buziaka w policzek. Na początku myślałam, że zwymiotuję, ale jakoś udało mi się nie puścić pawia.
- Kocham cię tatku.- powiedziałam z udawaną miłością.
- Ja ciebie też córcia.- odparł obejmując mnie ramieniem i całując w czoło. Ponownie zrobiło mi się niedobrze, ale musiałam jakoś to wytrzymać.
Przez dalszą część drogi robiłam dobrą minę do złej gry. Wciskałam ojcu jak ja go kocham i jak bardzo mi przykro, iż sprawiłam, że z jego twarzy zniknął uśmiech, jak za nim tęsknie i jak mi go brak. Takie tam.... Kłamstwa i kłamstewka.
Kiedy dotarliśmy na miejsce, tata był cały w skowronkach, a Kate jeszcze bardziej naburmuszona. Widok nie z tej ziemii. Wszystko szło jak po maśle.
Weszliśmy do restauracji i od razu spostrzegłam starych facetów w garniturach, machających do nas.
- To oni.- powiedział ojciec, po czym ruszył w ich kierunku.
Wzięłam gumę do żucia. Pora zacząć przedstawienie... Dla mamy... Dla zemsty. Ruszyłam przed siebie. Starałam się udawać dziewczynę, która naśladuje modelkę. Szłam jakimś kaczym krokiem. Trudno mi to nazwać. Specjalnie przy naszym stoliku zaliczyłam glebę i zaczęłam się śmiać na przemian jak foczka i świnka.
- Panie prezesi, to moja żona Kate, a to moja córka Jessica.
- Miło mi cię poznać Jessico!- powiedział prezes, wyciągając do mnie rękę.
- A mnie wcale nie jest miło. Nie podam osobie ręki więc niech osobą zabierze tę niedźwiedzią łapę. - rzekłam jak wielka dama.
Obiad trwał jakiś czas. Robiłam co mogłam, żeby go zniszczyć w jakikolwiek sposób. Zamiast sztućcami, jadłam rękoma, bekałam i śmiałam się jak debil. Innymi słowy, zachowywałam się jak wieśniak.
- Moja córka pisze pracę na temat Mikołaja Kopernika. Całymi dniami przesiaduje w bibliotece. Całkowicie ją to pochłonęło.- chwalił się prezes. Od razu znalazłam odpowiednią ripostę.
- Myślał, że zmienia jest okrągła. Pfff. Baran!- po tych słowa ojciec strzelił buraka.
- Jessica, czy ty w ogóle wiesz, co ten naukowiec odkrył?!- spytał z oburzeniem szef taty.
- To chyba jasne! Kopernik- wynalazł koper i sernik!- odpowiedziałam z pełną buzią. Rumieniec ojca jeszcze bardziej się pogłębił.
- Na nas już czas. Do widzenia.- pożegnał się prezes.
- A co z.... moim awansem?....
- Wątpię panie Stephen, czy to odpowiednie stanowisko dla pana. Może innym razem. Przykro mi.
Misja wykonana. Cel osiągnięty. Zemsta jest słodka. Uśmiechnęłam się z triumfem, a ojciec patrzył na mnie, jakby z nie do wierzeniem i z wielkim bólem. O to mi chodziło. Zaszkliły mu się oczy. Był bliski łez. Miałam nadzieję, że mocno cierpiał. Zapytał tylko- Dlaczego?
- Ha ha ha! Ha ha ha! Dlaczego?!- zaśmiałam się i spytałam, drwiąc z niego.- Nienawidzę cię! Ty naprawdę myślałeś, że ja ci wybaczam? Że żywię do ciebie coś więcej prócz wstrętu? Ha ha ha! Otóż nie! Od samego początku chodziło o zemstę!- wykrzyknęłam i wstałam i podchodząc do niego kontynuowałam.- Chcę żebyś cierpiał! Nie przestanę ci sprawiać bólu do puki nie dasz nam spokoju...- zaczęłam mówić szepcząc mu do ucha.- Nie czeka cię ode mnie nic prócz zemsty. Będę ci sprawiać ból na jaki zasługujesz...
Ojcu po policzku ciekły łzy. Z czasem było ich coraz więcej i więcej. Nie odzywał się. Stał tylko patrząc na mnie smutnymi oczyma. Odeszłam bez słowa i odwróciłam się przez ramię, patrząc mu prosto w oczy uśmiechnęłam się.
Czułam na sobie jego wzrok. Kate pewnie poszła go pocieszyć, ale w duchu cieszyła się,że go tak potraktowałam. Ludzie mogą mi nie wierzyć, ale nie miałam wyrzutów sumienia. Zasłużył sobie.
Po wyjściu z restauracji poszłam do knajpy obok do łazienki troszkę się ogarnąć. Umyłam ręce, poprawiłam włosy i makijaż. Pomyślałam, że szkoda by było zmarnować dzień i samej świętować sukces. Postanowiłam do kogoś zadzwonić.
Dzień byłby jeszcze piękniejszy, gdybym.... Spędziła go razem z Shanem. Od wczorajszego wieczoru się nie odezwał do mnie, co jest dziwne. Jakby się krępował, czy coś. Na szczęście odebrał po pierwszym sygnale.
- Hej śliczna!- w jego głosie wyraźnie słyszałam ulgę.
- No hej. Spotkamy się?...- spytał trochę nieośmielona nocnymi wydarzeniami.
- Jasne! Gdzie i kiedy?
- Teraz w kafejce Sharon.
- Pędzę skarbie!- wykrzyknął i natychmiast się rozłączył.
Skarbie? Hmmm.... Ten dzień robi się coraz przyjemniejszy. Cóż prawda Shanowi zajęło trochę czasu przyjście na miejsce, ale nie miałam mu tego za złe.
- Tygrysku.... To dla ciebie.- Powiedział Shane, dając mi bukiet róż.
- Tygrysek miał dzisiaj udane łowy.
- A co takiego tygrysek złapał w swoje pazurki.
- Awans ojca, który sprzątnął mu spod nosa.
- Duma mnie rozpiera, że moja.... eee- zaciął się trochę zakłopotany.
- Że twoja?
- Że moja dziewczyna załatwiła tak zimnego drania- powiedział uśmiechnięty i namiętnie mnie pocałował. O matko! Ale on miał słodkie usta i świetnie całował. Mogłabym spędzić w jego ramionach całą wieczność. Kiedy się od siebie oderwaliśmy byliśmy nieco zakłopotani.
- Wyglądasz.... Wow!
- Dziękuje.
- To gdzie śliczna chcesz iść?
- Hmmm...- rozejrzałam się wokół siebie. - Na północ.
- Dla ciebie na koniec świata.
- Świetnie- stwierdziłam i ruszyłam na południe.
- Miało być na północ.
- Powiedziałeś na koniec świata.-przypomniałam mu.- A po za tym kobieta zmienną jest.
A więc szliśmy kilka godzin w wybranym przeze mnie kierunku. Shane chwycił mnie za rękę, a ja uśmiechnęłam się do niego. Przypomniałam sobie o Caroline. Pewnie cały dzień siedziała i myślała o mnie i Shanie... Jest trochę nadopiekuńczą przyjaciółką. Delikatnie mówiąc.
- Shane... Caroline pisała i...
- Nie kończ... Wiem co chcesz powiedzieć.- przerwał mi.
- A zatem?- spytałam ciekawe, czy rzeczywiście wie o co mi chodzi.
- Zaczyna się od: "Co powiemy", a kończy na: "Caroline". Wiem, że za mną nie przepada bo się o ciebie martwi, ale daj nam jeden dzień, a potem coś wymyślimy.- powiedział i mnie ponownie pocałował... To było takie słodkie.
- Wiesz, może to niezbyt romantyczne, to co teraz powiem, ale wracajmy nogi mnie bolą.
- Jak sobie życzysz. Ale którędy?
- Emmmmm.... No tak. Nie pilnowałeś drogi?- spytałam.
- To ty byłaś przewodnikiem. Ja powiedziałem, że pójdę z tobą na koniec świata i chyba dotarliśmy do celu. Ale założę się, że nawet tu mają mapę w kiosku, czy coś takiego.
Kupiliśmy mapę i po kilku kolejnych godzinach chodzenia dotarliśmy pod mój dom.
- Wejdziesz? Zjemy coś i w ogóle?
- Jasne. Czemu nie.
Drzwi były dziwne, co było dziwne, ponieważ mama powinna być w domu. Otworzyłam dom swoim kluczem i kiedy weszłam buty wrzuciłam na podłogę.
- O matko! Padam z nóg. Shane, na co masz ochotę?
- Coś zimnego do picia poproszę skarbie.- powiedział z uśmiechem i rozsiadł się na kanapie.
Ruszyłam w kierunku kuchni. Na lodówce wisiała kartka: "Jadę do Lisy na noc. Wrócę po południu. To bardzo ważne. Przepraszam
- mama" Do karteczki było przyczepione sto dolarów. Kocham cię mamo.
- Zamawiamy pizze!
- A twoja mama nie będzie zła, że mnie zaprosiłaś? Bo jakby nie chcę podpaść.
- Mojej mamy nie ma na noc. A ja cię nie wypuszczę dopóki...
- Na noc jej nie ma powiadasz? Weź mnie nie kuś. Bo wiesz ta sukienka działa na mnie...- powiedział Shane śmiejąc się. Cały on.
- Miałam na myśli, że cię nie wypuszczę dopóki czegoś nie zjesz.
Włączyłam telewizor i poszłam sprawdzić sekretarkę. Tam rozległ się głos ojca: "Jessica... Musimy porozmawiać. Proszę..." Czy do tego kolesia nic nie docierało? Dzisiejsza akcja to dla niego za mało... Świetnie. Sprawię mu więcej bólu.
- Nie mam do niego siły!- krzyknęłam z poirytowaniem. Shane zaraz znalazł się obok mnie.
- Jestem przy tobie. W końcu się odczepi.- mówił tuląc mnie do siebie.
Pozostała część wieczoru była udana. Zjedliśmy pizze i siedzieliśmy wtuleni i tak zasneliśmy.
Śniło mi się, że goni mnie niedźwiedź. Tylko ten niedźwiedź zaczął kasłać. Uświadomiłam sobie, że to sen i otworzyłam ślepia. Zobaczyłam mamę tylko taką do góry nogami. O rajuśku! Uświadomiłam sobie co zobaczyła- swoją córkę w seksownej sukience wtuloną w chłopaka. Trochę to mogło być niepokojące. Szturchnęłam Shane'a.
- Jeszcze pięć minut- poprosił.
Walnęłam go łokciem w żebra. Natychmiast się obudził.
- Co się...- zaczął Shane po czym szybko skoczył na nogi.- Dzień dobry proszę pani!- wykrzyknął.- Tak na mnie już czas. Do widzenia.- powiedział Shane i ruszył z zamiarem wyjścia.
- Młody człowieku ja nie gryzę. Nic się nie stało. Chodźcie chociaż na śniadanie.
Na szczęście mama się nie gniewała. Myślałam, że nie chce robić scen i potem strzelić kazanie, ale rozmowa przy stole zboczyła na całkiem inny tor.
- Mam nadzieję, że w nocy nie zdarzyło...- zaczęła mama ostrożnie.
- Mamo, o czym ty mówisz?
- Wiecie.... w waszym wieku to normalne. Nie ma się czego wstydzić. Hormony i w ogóle, ale błagam pamiętajcie o zabezpieczeniu.
- Mamo!- jeszcze nigdy się tak nie wstydziłam. Strzeliliśmy z Shanem takiego buraka. Nie wiem które z nas było w tamtym momencie bardziej zawstydzone. Własna matka rozmawia o moim nie istniejącym życiu seksualnym.
- Niech się pani nie martwi... Nic się nie zdarzyło. - w tym momencie walnęłam głową w stół.- Dziękuje za śniadanie na mnie już czas. Do widzenia.
Kiedy drzwi się zatrzasnęły mama uniosła jedną brew i wlepiła we mnie wzrok.
- No co?- spytałam z miną niewiniątka.
- Jessica ufam ci i nie będę potępiać za.... sex, ale nie zapraszaj do domu na noc kolegi, którego ledwo znasz i to wtedy kiedy mnie nie ma.
- To nie kolego, tylko mój chłopak.
- Wow. Dziewczyno ile u ciebie zmian. A Adam?
- Nie ma Adama.- powiedziałam smutna.
- Och, kochanie. Nie był ciebie wart skoro cię skrzywdził.
Gdy mama dowiedziała się, że Shane jest moim chłopakiem miała milion pytań dlatego cieszyłam się, kiedy wymknęłam się do swojego pokoju. Błyskawicznie wysłałam sms-a Shanowi z przeprosinami. Nie gniewał się i uważał to za zabawne. Stwierdził, że "dobry przypał nie jest zły".
Musiałam się doprowadzić do porządku. Wyglądałam okropnie. Sukienka pogięta, perfekcyjny makijaż zniknął, a włosy.... Szkoda gadać.
Weszłam na facebooka. Dość dawno nie sprawdzałam co się na nim dzieje. Oczywiście kilkanaście wiadomości od Paula i Adama z przeprosinami. Mój były chłopak prosił, żebym go tak nie zostawiała. Do tego Caroline, która domagała się wyjaśnień i błagała bym nie robiła nic głupiego. Myślałam tylko o tym, co jej powiedzieć, żeby mnie zrozumiała.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz