sobota, 4 maja 2013
Rozdział 1
ROZDZIAŁ 1
Piątek! Mimo tego, że zaczyna się weekend to nienawidzę tego dnia. Na weekend zawsze jeździłam do ojca i jego nowej żony. Niecierpiałam jej. W końcu to ona rozwaliła mi rodzinę. Nie kryłam nie chęci do ich obojga i wcale mnie to nie obchodziło, że zadaje im ból. Starali się mi przypodobać, ale wszystko co robili kończyło się klapą. Na świecie miałam tyko moją mamę. Miałam chłopaka, ale dopiero po jakimś czasie dotarło do mnie, że to toksyczny związek.
Wolnym krokiem szłam w kierunku domu. Nie śpieszyłam się. Wstąpiłam jeszcze do parku. Mimo, że dzień był słoneczny można było się natknąć na kałuże po wczorajszej ulewie.
Szłam jak na ścięcie, kierując się w stronę domu, aż tu nagle jakiś typ wjechał we mnie rowerem i właśnie w taką kałużę wpadłam.
- Aaa!- tylko tyle zdążyłam krzyknąć nim wpadłam do wody.
- Ups.... Sorki.
- Sorki?! Tyko tyle masz mi do powiedzenia? Wiesz ile kosztowała ta bluzka?!
- Lala to było nie chcący. Nie irytuj się o jakiś tam łach.
- Nie mów do mnie Lala- warknęłam. W tamtej chwili byłam wściekła. Nie dość, że musiałam jechać do ojca to na dodatek wyglądałam jak mokra kura.
- Wow! Kociaku, schowaj pazurki. Wiem, że wpadłem ci w oko, ale po kolei.
- Hahaha! Koleś! Ogarnij się! Mam lepszy gust. A wiesz co? Pocałuj mnie w cztery litery!
- Chciałabyś.
Czy nie mogę raz natrafić na faceta z klasą? Mam syndrom odrzucająco-odpychający chłopaków. Mam Adama, ale z czasem z nim jak z jakimś profesorem- nudno i dołująco.
Gdy tak szłam już zza rogu zobaczyłam samochód ojca. Nie chciałam tam wchodzić, ale wiedziałam, że to nieuniknione. Mogłabym nie wrócić do domu. Jednak to przysporzyłoby mamie zmartwień, a ojciec ze swoją panienką siedziałby u nas nawet do rana, czekając na mnie. Nie mogłabym zostawić mamy z nimi to tak, jakbym wymierzyła jej nie zasłużoną, okrutną karę.
Wzięłam głęboki oddech i z ociąganiem nacisnęłam klamkę. Chwilę się wahając zrobiłam krok w głąb mieszkania... Niemalże od razu tego pożałowałam.
- Jessie! Skarbie! Chodź przywitać ojca- powiedział mój tata z optymizmem w głosie, wciągając ku mnie ramiona.
Za jakie grzechy?! Ten człowiek budził we mnie odrazę...
- Nie przywitasz się, ani nie przytulisz mnie?
- Weź człowieku ogarnij.
- Jess... W ogóle jak ty wyglądasz? Ha ha ha! Jakbyś tą bluzkę ze śmietnika wyciągnęła, a włosy jakbyś ich przez rok nie czesała!- to oczywiście Kate. Żonka mojego taty. Musiała się wtrącić.
- A patrzyłaś dzisiaj w lustro szkarado?
- Jess.... Przeginasz.
- Ojciec, będę robić to na co mam ochotę.- odparowałam. Ta kobieta wyzwala we mnie moją mroczną stronę, a on jeszcze brał ją w obronę. To go skreślało.
- Jeśli chcesz się z nami spotykać w weekend.....
- Ale ja nie chcę! Czy to nie logiczne?! Nie zaczaiłeś jeszcze tego?! Nie obchodzisz mnie ty ani twoja puszczalska panienka.- wykrzyknęłam. Nie mogłam znieść ich widoku.- A ty- powiedziałam zwracając się do Kate- lepiej uważaj. Słyszałam, że ojciec ma nowa sekretarkę. Chyba masz konkurencję. Ciekawe ile jeszcze wytrzyma za nim cię dla niej zostawi i...
Poczułam piekący ból w policzku. To Kate. Oczywiście. Tylko ona jest zdolna do takich tanich chwytów jak ten.
- Dość tego! Nie dość, że mnie zdradzałeś, zostawiłeś, oszukałeś, zachowałeś nasz dom i wywaliłeś na bruk to na dodatek przychodzi do mojego domu ze swoją pindą, która bije moją córkę?! Won mi stąd! Spotkamy się w sądzie! Zabiorą ci prawa!
- Liza uspokój....
- Wynocha mi stąd.
Mama nie wytrzymała. Wyrzuciła ich z domu. Kate krzyczała coś z ojcem przez drzwi, ale niestety dla nich było już za późno. Łzy spływały mi po policzkach.
- Och, kochanie. Nie płacz. Będzie dobrze.
- Mamo, ale ty nic nie rozumiesz.
- Czego nie rozumiem?
- Ja nie płacze ze smutku, tylko ze wściekłości.
Mama nie mówiąc nic przytuliła mnie. Jedyny plus tej sytuacji to taki, że nie musiałam iść do ojca. Podeszłam do okna i zobaczyłam jak się kłóci z blondyną. Przyznaję się bez bicia, że dało mi to satysfakcję. Odniosłam sukces.
Następnego dnia wstałam we wspaniałym humorze. Miałam całą sobotę tylko dla siebie. Nie musiałam się niczym martwić. Usłyszałam, że dzwoni mój telefon. Spojrzałam na wyświetlacz- Adam. No tak.
- Halo?
- No cześć. Co robisz? Nie zadzwoniłaś wczoraj ani nic!- powiedział Adam z oburzeniem w głosie.
- Miałam sporo na głowie.- Kiedyś ucieszyłabym się z jego telefonu. Teraz? Teraz... To ja już nie wiem po co jesteśmy razem, ale nie mogłam go tak zostawić.
- Za dużo na głowie, żeby zadzwonić do swojego chłopaka?
- Masz okres, czy jak? Mam ogłosić czerwony alarm?
- O co ci chodzi? To dziwne, że chcę z tobą pogadać?!
- Nieważne. Dzwonisz po coś konkretnego?
- Mogę dzisiaj do ciebie wpaść z kuzynem? Przyjechał do miasta i matka kazała mi go niańczyć.
- Wpadaj.
- No to cześć.
- Cześć.
Kiedyś ta rozmowa wyglądałaby o wiele inaczej. Jednak dużo rzeczy się zmieniło i skomplikowało. Musiałam puki co ogarnąć nieco w domu. Mimo wszystko nie chciałam nikogo gościć w bałaganie.
- Mamo? Mamo? Mamo!!!!
No tak. Mama pewnie w pracy. Była pielęgniarką. W sobotę jeździła opiekować się panią Williams. Poznałam ją. Bardzo miła i poczciwa staruszka. Nie zastanawiając się długo zaczęłam sprzątać.
O 13 usłyszałam dzwonek do drzwi. Cały Adam. Zawsze punktualny. Jak każdy profesorek....
Kiedy otworzyłam, tak jak myślałam zobaczyłam Adama. Te jego delikatne rysy twarzy i blond włosy... były nieziemskie. Niczego mu nie brakowało, to trzeba przyznać. Jego największa wada to zazdrość. Na początku imponowało mi to, że tak się stara, ale po pewnym czasie to stało się męczące.
- Hej skarbie!- no tak. Przed innymi to umie jeszcze być czuły.
- Hej kotku. Wejdź.
- Proszę, poznaj to mój kuzyn Shane.
Zza pleców Adama wychylił się chłopak z parku. Zamurowało mnie. Stałam jak wryta, jak posąg z otwarta buzią. Jednak tajemniczy chłopak ( no może już nie tak tajemniczy) nie dawał po sobie poznać, że mnie zna jeśli w ogóle mnie poznał.
- Cześć jestem Shane- powiedział kuzyn Adama wyciągając do mnie rękę. To mnie sprowadziło na ziemię.
- Eeee... hej, jestem Jessica.
Starałam się powiedzieć te kilka słów tak, żeby zabrzmiały naturalnie. Zdobyłam się jeszcze na mały uśmiech. Zdawałam sobie sprawę, że musiał on wyglądać nieco sztucznie. Natomiast Shane nie czekając na zaproszenie wszedł do środka.
- Jess? Wszystko w porządku?
- Jak najbardziej słońce. Chodź. Przygotuję jakieś napoje, a ty zajmij sie kuzynem ok?
- Dobrze.
Adam dał mi buziaka i poszedł do Shane. Ogarnęłam mnie panika. Co za żenująca sytuacja. Można by ich porównać do ognia i wody. Adam na pierwszy rzut oka schludny, uporządkowany, chłopak, który sprawiał wrażenie kogoś kto ma dobrze poukładane w głowie. Shane miał brązowe włosy i mocno brązowe oczy, był opalony. Wyglądał jak luzak, który nigdy nie widział porządnego sklepu z ciuchami( nie ubliżając mu), a jego myśli to była istna zagadka.
Musiałam do nich wracać. Wzięłam sok pomarańczowy, colę i trzy szklanki i poszłam do salonu.
- O Jessi... Co tak długo?
- Nie mogłam znaleźć szklanek.
Oboje popatrzyli się na mnie ze zdziwieniem. Na początku nie zjarzyłam o co chodziło, ale potem poskładałam wszystko do kupy. Laska we własnym domu i nie wie gdzie są szklanki? Zawsze spokooo. Czasami nadawałabym się na blondynkę.
- Jessica, lubisz może spacerować? Ja wolę jazdę na rowerze- krępując ciszę zdecydował się przerwać Shane. Ten chłopak był nieprzewidywalny. Najpierw udaje, że mnie nie zna, a teraz bawi się w podchody. W co on gra? Niech się w końcu na coś zdecyduje! Stempałam po bardzo cienkim lodzie. Na szczęście potem odpuścił sobie teksty i mimo napięcia jakoś się trzymałam.
- Ziomale, ja spadam.- powiedział Shane.
- Już?
- Nie chcę być piątym kołem u wozu.
- Ale jeśli masz ochotę to możesz zostać. Co nie Jess?
- Pewnie. Zostań- pomimo tej całej sytuacji nie chciałam być aż tak nie miła.
- Nie, dzięki. Zrywam się. Narka.
- Cześć- powiedzieliśmy równocześnie z Adamem.
Shane wyszedł i zostaliśmy sami.
- Adam mogę cię o coś zapytać? Tylko nie obraź się.
- Wal.
- Zwykle jesteś bardzo zazdrosny. Mam wrażenie, że najchętniej to byś mnie ukrył przed oczyma innych facetów, a tu nagle przedstawiasz mi kuzyna. Dlaczego?
- Wiesz, to trochę skomplikowane. Matka mi kazała. Wpakował się w coś tam i ja mam mu pomagać. Żalllll. On jest wrakiem człowieka, śmieciem, nikim...
Zszokowały mnie te słowa. Nie żebym była ideałem, ale staram się nie oceniać w ten sposób ludzi. Czasem komentuję ich ubiór, ale i tak skupiam się na charakterze i staram się im dać szansę. Jednak zachowanie mojego chłopaka bardzo mnie rozczarowało. W oczach innych ludzi Adam to ideał. Dziewczyny mi zazdroszczą, ale tylko ja wiem jak jest naprawdę między nami. Gdyby poznały prawdę omijałyby zapewne Adama szerokim łukiem.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz