środa, 15 maja 2013

Rozdział 7



                        ROZDZIAŁ 7 
                Nadszedł nowy tydzień. Wiedziałam, że będzie inny niż wszystkie tygodnie dotychczas. Zdawałam sobie sprawę z reakcji Caroline, kiedy pozna prawdę dotyczącą mnie i Shane'a. 
                Mimo wszystko cieszyłam się, że zobaczę znowu rozpromienioną twarz swojego ukochanego. Specjalnie wstałam wcześnie, by zrobić ładny makijaż, ułożyć włosy i ładnie się ubrać. Gdy byłam gotowa zobaczyłam, że Shane jest już pod moim domem. 
                Nie czekając aż zapuka do drzwi wybiegłam mu na spotkanie.
- Jessica! A śniadanie?!- krzyknęła za mną mama. 
- Zjem w szkole!.
                Zamknęłam drzwi i pobiegłam prosto w ramiona Shana, a on na przywitanie złożył mi na ustach namiętny pocałunek. 
- Jakie miłe przywitanie.- powiedziałam rozmarzona, wtulając się w mojego chłopaka.
- Witaj śliczna.
                Shane objął mnie w pasie i ruszyliśmy do szkoły. Już przed głównym wejściem czekały na nas ciekawskie spojrzenia. Myślałam, że dziewczyny, to mnie zabiją wzrokiem pełnego nie do wierzenia. 
- Nie przejmuj się.- szepnął mi do ucha Shane.
- W tym momencie myślą, że jeden ledwo wyjechał, a ja już mam nowego.- stwierdziłam.
- Nie martw się. 
- I tak bardziej boję się Caroline. Aż mnie ciarki przeszły.- na te słowa Shane się roześmiał.- To nie jest śmieszne!- oburzyłam się. 
- Już się zamykam. 
                Idąc szkolnym korytarzem wszędzie natykaliśmy się na spojrzenia pełne krytyki. Shane odprowadził mnie pod moją salę, przytulił na pożegnanie i odszedł w swoją stronę. Nie pozostało mi nic innego jak tylko wejść do klasy. W klasie siedziała już Caroline. No to się zacznie...
- Hej miśku!- przywitałam się.
- Możesz mi to wszystko wyjaśnić?!
- Ale co?- spytałam z miną niewiniątka.
- Jeszcze pytasz?! Nie dość, że całowałaś się z Shanem na imprezie, to na dodatek przez cały weekend nie dajesz znaku życia, a ja od zmysłów odchodzę! Więc proszę o jakiekolwiek wyjaśnienie!
- Hmmm... Tak w skrócie?- spytałam.
- Tak, poproszę.
- Ja i Shane jesteśmy razem.- powiedziałam i odwróciłam się do niej plecami.
- Jak to razem?! Pozbyłaś się Adama, a teraz....
- Oj przepraszam bardzo! Prawisz mi kazanie, a kto się całował  Michaelem w kuchni?
- No wiesz?! To nie ja mam pecha do facetów! Martwię się słońce.- przyznała z troską Caroline.
- Nie musisz wiem co robię, ale proszę spróbuj być dla niego miła. Dla mnie?
-Dobra.- odpowiedziała po chwili wahania.- Ale wystarczy jeden numer, a chwycę jego ryj i przekształcę w.... coś. 
                Przewróciłam oczami. Całe szczęście miałam tą rozmowę już za sobą.  Gdy Caroline otworzyła usta, żeby coś powiedzieć rozległ się dzwonek. 
                Lekcje mijały mi szybko, a przerwy spędzałam w towarzystwie przyjaciółki z Michaelem no i oczywiście z Shanem. Carol na początku jeszcze chodziła wściekła jak osa, ale gdy przyszedł jej chłopak rozpromieniła się i kompletnie nie zwracała na nas uwagi, co mi i Shanowi odpowiadało. 
                Cały dzień zepsuła jedna osoba.... Adam. Kiedy wychodziłam ze szkoły spostrzegłam jego sylwetkę, wyróżniającą się na tle innych. Stał jak słup, wpatrzony w główne wejście do szkoły. To było oczywiste, że czekał na mnie. 
                Mój były chłopak zaczął iść w moim kierunku. Wzięłam głęboki oddech i jeszcze raz szukałam wzrokiem kogoś kto mi pomoże. Jednak kiedy Adam był zaledwie parę kroków ode mnie, straciłam resztki nadziei. 
                Obleciał mnie strach. Gdy już staliśmy blisko siebie, Adam przystanął. Oboje milczeliśmy. To on próbował zrobić pierwszy ruch i mnie przytulić, ale ja zrobiłam krok w tył. Dotarło do mnie, że wciąż się go boję. 
- Jessica.... Kocham cię! Tęskniłem za tobą. Kochanie! Wybacz mi! Zmienię się ! Obiecuję!- gdy to mówił obok nas zebrał się tłum gapiów. 
- Jakby miał w ogóle coś do poprawienia. Przecież jest idealny!- usłyszałam, jak ktoś z "widzów" komentuje słowa mojego ex. Poznałabym wszędzie ten głos- Becky.... Nie ma własnych spraw, to w cudze się miesza.
- Nie wybaczę ci.
- Ale my...
- Nie ma żadnych nas Adam! Nie chcę się bać, czy w końcu podniesiesz na mnie rękę! O mało nie brakowało, abyś mnie pobił! Wyzywałeś mnie! To koniec!
                Chłopak klęknął przede mną. Z oddali zobaczyłam Shane. Już się nie musiałam bać. 
- Kochanie przecież nic wielkiego się nie stało. Kocham cię! To chyba najważniejsze! Nie poddam się tak łatwo! Będę o ciebie walczył! Znowu będziemy razem.
Shane był już na wyciągnięcie ręki.
- Twoje starania będą bezcelowe. Nie kocham cię już.- powiedziałam i wzięłam Shana za rękę, a on uśmiechnął się do mnie i wiedziałam, że nie jestem z tym sama. Adam skierował swój wściekły wzrok na kuzyna, a następnie wstał.
- Adam...- rzekłam ostrzegawczo, a jednocześnie błagalnie.- Uspokój się.
- Zabrałeś mi dziewczynę! Jak mogłeś?! Pożałujesz jeszcze tego! Pożałujesz! Ja tak łatwo nie odpuszczam!- krzyczał Adam i odszedł od nas wściekły jak osa. Bałam się. 
                W tej chwili z tłumu wyłoniła się Becky. 
- Ideał! A ty mu pozwalasz odejść?! Zepsułaś wszystko co było między wami!
- Żebym zaraz ciebie nie zepsuła! Chodź Shane.
                Nie odwracając się za siebie wyszłam ze szkoły, mając obok siebie Shane'a. Czułam, że zakończyłam pewien rozdział w moim życiu, ale jednocześnie rozpoczęłam coś nowego... Piękniejszego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz