ROZDZIAŁ 2
" On jest wrakiem człowieka, śmieciem, nikim"- te słowa brzęczały mi w uszach. Nie mogłam zrozumieć dlaczego Adam tak mówi o Shanie. Może to jego, wielkie ego? Sama nie wiem. Jednak to nie fair tak mówić o kimkolwiek. Dlaczego Shane ma taką opinie u swojego kuzyna? Chciałam poznać przeszłość nowo poznanego chłopaka, ale jak do tej pory niewiele o nim wiedziałam. W jakiś sposób mnie intrygował. Postanowiłam dowiedzieć się o nim wszystkiego. Nie wiedziałam jak to zrobię,ale chciałam wiedzieć wszystko.
Rano postanowiłam pójść na długi spacer. Tym razem celowo ominęłam park. Stwierdziłam, że nie będę niepotrzebnie kusić losu. Poszłam nad staw w moje tajne miejsce. Było trudno dostępne. Nikt albo prawie nikt nie wiedział o jego istnieniu.
- Bu!- ktoś wyskoczył zza krzaków.
- Aaaaaaaaaaa!!!!!!!!
No nie. Znowu Shane. Czy on mnie śledzi? Gdzie nie pójdę zawsze się na niego natykam.
- Ha ha ha! Ale strzeliłaś buraka. Ha ha ha! Z tym rykiem mogłabyś zagrać w reklamie Liona!
- Skończyłeś? -,-
- A co się tak denerwujesz? I nie marszcz tak tego czoła bo ci zmarszczki zostaną.- powiedział Shane roześmiany. Ciekawe, czy wie co to powaga.
- Ziomek! W co ty grasz? Najpierw w parku wrzuciłeś mnie do kałuży potem udajesz, że mnie nie znasz i cały czas puszczasz jakieś głupie teksty? Masz zjarany beret czy jak? Weź lepiej zmień dilera!
- Lala?
- Nie mów do mnie lala!- warknęłam. Nienawidziłam jak ktoś- a w szczególności facet- zwracał się w ten sposób do mnie. Jakbym była jakąś hip-hopową barbie.
- Kobieto! Bierz! Czasem! Oddech! Udawałem, że cię nie znam bo Adam zaraz by zrobił scenę zazdrości.
- Ale przecież...
- Wiem jaki on jest ok? Wiem też, że uważa mnie za śmiecia. Zresztą wszyscy mnie uznają za nikogo. Poszedłem tam w tedy dla świętego spokoju więc zluzuj hormony.
- Aha. Spoko.
Nie będę pocieszać jakiegoś tam typka. Nie znam go. Mimo wszystko zrobiło mi się człowieka szkoda. Jednak nie znałam go ani trochę zatem nie wiedziałam co powiedzieć.
- Skąd wiesz o istnieniu tego miejsca?- zapytałam w końcu.
- Lubie miejsca odizolowane od ludzi.
- Ja też. Można w spokoju myśleć.
- Mi nie chodzi o spokojne myślenie.
- A o co?
- Tutaj jestem wolny. Nikt nie widzi jak pale, pije i takie tam. Nikt mnie nie osądza. Nawet jakbym brał tu narkotyki to nikt o tym nie będzie wiedział. Mógłbym tu spokojnie kogoś zabić i nikt się nie dowie.
- Próbujesz mnie przestraszyć?
- A co boisz się?
- Ja się niczego nie boję.
- Uuuu... Laleczka pokazuje tipsy.
- Nie mów tak do mnie! A po za tym nie mam tipsów ślepoto.
- Ale na pewno wybrarzałaś mnie sobie gołego- mówiąc to Shane uniósł brwi z głupim uśmieszkiem na ustach.
- To aż tak widać? Potrzebuję cię, pragnę! Weź mnie! Oł bejbe- odpowiedziałam mu z sarkastycznym tonem i nie zastanawiając się długo popchnęłam Shane i wpadł do błota.
- Ha ha ha ha!
- Uważasz, że to jest śmieszne?!
- Ups... sorki. To było nie chcący. Nie irytuj się tak- powiedziałam naśladując jego ton.
- Ciekawe jak ty będziesz wyglądać- krzyknął Shane rzucając się na mnie.
- Aaaa! Shane! Nie! Nie rób tego proszę!
Za późno. Ten chłopak był szybszy od Adama więc po chwili mnie złapał i się do mnie przytulił ponownie mnie brudząc. Przez chwilę nasze usta znalazły się kilka milimetrów od siebie. Miałam nieodpartą ochotę, żeby go pocałować albo żeby to on mnie pocałował. To był impuls. Nie wiem skąd ta myśl się u mnie pojawiła. W tym momencie zadzwonił mój telefon. Świetnie- pomyślałam. Scena jak z kiepskiego filmu. Dzwonił Adam także musiałam odebrać.
- Tak?
- Hej kotku! Nie mogę się dziś z tobą spotkać.
- Dlaczego? Stało się coś?
- Nie, ale mam coś do załatwienia.
- Okey. Nie ma sprawy. Spotkałam dzisiaj Shane.
Shane zrobił wielkie oczy, roześmiał się ironicznie i pokazał, że mam się puknąć w czoło. Adam przez chwilę się nie odzywał.
- W porządku. Muszę kończyć. Pa.
No tak jak zwykle. Kiedy coś mu się nie podoba szybko kończy rozmowę.
- Puknij się Jessica!
- Ciebie zaraz puknę. Adam jest moim chłopakiem, a nie panem.
- Łaaaa...
- Co?
- Nic, nic. Idziemy coś zjeść.
- Ale?
- Boisz się swojego alfonsa?
- Adam nie jest moim alfonsem.
- A zatem?
- Ok. Chodźmy.
Dzień z Shanem był jak dobry sen, który szybko się kończy. Tak dobrze się z nim bawiłam. Na początku Shane był skryty i oschły. Później jednak wrzucił na luz i było sympatycznie. Muszę przyznać, że całkiem fajny był z niego facet. Zdecydowanie zyskiwał przy bliższym poznaniu. Szkoda, że miał takie mniemanie o sobie. Byłam ciekawa jego przeszłości, ale on sam niewiele o sobie mówił. Chciałam się o nim jak najwięcej dowiedzieć. Ogólnikowe informacje nie zaspokajały mojej ciekawości. On sam w dziwny sposób mnie intrygował, a jego usta mogłabym....- Nie! Stop! Muszę wyłączyć myślenie! Mam chłopaka! Nie mogę w ten sposób myśleć o jego kuzynie!
Jednak Shane zdobył u mnie jeszcze jednego plusa i odprowadził mnie do domu. Niestety. Czekała tam na nas niemiła niespodzianka. Śmialiśmy się i gadaliśmy o jakiś bzdurach i zza rogu wychylił się Adam. No super! Teraz się zacznie awantura... Ja to po prostu wiedziałam.
- Cześć. Co wy razem robicie?- zaczął Adam na początku spokojnie. Coś czułam, że to tylko cisza przed burzą.
- Stoimy- odpowiedział Shane.
- łaaaa... Nie zgadłbym. Może idź lepiej sobie poszukaj jakiejś menelki do towarzystwa, a nie zabieraj się za moją dziewczynę! Tak chłoptasiu zapamiętaj! To moja dziewczyna!
Moja intuicja niestety nie zawiodła. O to mi właśnie chodziło kiedy wspominałam, że Adam jest strasznie zazdrosny. Myślałam, że zaraz spalę się ze wstydu. Jeśli chcecie, żeby ktoś narobił wam obciachu przed kimkolwiek- zgłoście się do Adama.
- Paszczurze! Słuchaj no. Ty masz tak szkaradny ryj, że chyba tylko twoja matka może na niego patrzeć, ale mimo wszystko przez jakieś mocne okulary słoneczne z jakiś dwóch kilometrów. Bez urazy Jessica. Jestem ciekawy czy pielęgniarki jak się urodziłeś nie zwymiotowały, a może dostały zawału? Dziwne, że twoja matka patrzy na twoją krzywą mordę i jeszcze żyje. Ja ja widzę od 5 minut i już mi podchodzi do gardła śniadanie, ale wiadomo- urodził się potwór i twoja mama powiedziała, że pokocha jak swoje. Ciekawe kto jest twoim biologicznym ojcem. Może jakiś samiec godżilli?
Aż mnie zatkało. Shane miał gadane. Nawet mi mowę odebrało. Patrzyłam tylko jak w Adamie wszystko się gotuje. Ku mojemu zdziwieniu Shane tyko odwrócił się i odszedł.
- Co ty z nim robiłaś?! Zdradzasz mnie?!- wykrzyknął Adam. Jak tylko rozmawiam z jakimś chłopakiem od razu zaczyna swój monolog o tym, jak ja go zdradzam i w jakim kierunku idzie nasz związek.
- Co? Głupi jesteś? Przypadkiem go spotkałam!
- I przypadkiem calutki dzień byliście razem?! I ja mam uwierzyć, że nic między wami nie zaszło?! Kobieto! Nie kompromituj się! Mam oczy!
- Jasne. Ciekawe gdzie masz te oczy. Chyba w dupie!
- Jak ty się de mnie w ogóle odzywasz?!- zapytał z oburzeniem.
- Tak jak na to sobie zasługujesz! Zachowujesz się gorzej jak dziecko! I w ogóle co ty tu robisz? Odwołałeś spotkanie.
- Na rękę wam było to nie? Gdybym w ogóle nie przyszedł to nie wiadomo co byście zrobili. Jadę do Kanady na wymianę, o którą się starałem. Wybacz, że chciałem się pożegnać!- kiedy tak wrzeszczał patrzyłam na niego znudzonym, pustym wzrokiem. Jak on mnie traktował? Jak przedmiot. Miałam tego dość
Przewróciłam oczami. Miałam ochotę go zabić. Ciekawe czy można to by było uznać za morderstwo w afekcie. Jednak co miałam zrobić? Wyjeżdżał. Długo nie będziemy się widzieć. Nie mogę go spławić, a po za tym nie wiem czy bym umiała się go tak pozbyć...
Zwykle piękny sen po przebudzeniu przykrywa szara rzeczywistość. Tak się czułam podczas spotkania z Adamem. Tylko by na mnie wrzeszczał i rozkazywał. Wiecznie ma jakieś tam pretensje i co chwilę coś mu nie pasuje, ale wiem, że za nic nie pozwoliłby mi odejść. Dusiłam się w tym związku. Może Adam miał trochę racji? Powinnam mimo wszystko jemu poświęcać swój czas, a nie jakiemuś kolesiowi, którego znam 2 dni. Z drugiej strony te sceny zazdrości były męczące. Nie mogłam jednak nic zrobić. Miałam trochę czasu, żeby od niego odpocząć. Łudziłam się, że w tej Kanadzie przemyśli sobie wszystko i zacznie mnie lepiej traktować. Chciałam żeby po jego powrocie wszystko zmieniło się na lepsze, żeby było jak dawniej.
Na początku było pięknie. Czułam się bezpieczna i kochana. Z czasem nasza miłość, jak kwiatek zaczęła więdnąć. Adam ciągle mówił, że mnie kocha i wszystko robi dla naszego dobra. Każdy uważał nas za szczęśliwą parę. Tylko nieliczni wiedzieli jak jest naprawdę. Adam nosił nieskazitelną maskę, która wydawała się troskliwa, ale z czasem zaczął mi pokazywać swoją drugą twarz, a może raczej tą prawdziwą twarz. Taką jego mroczną stronę. Ona mnie przerażała. Wszystko potrafiła zniszczyć. Nie zaprzeczę, że mój chłopak nie raz traktował mnie jak swój najdroższy skarb. W takich chwilach miałam nadzieję, że tak będzie zawsze. Jednakże, bywały też takie chwile, że traktował mnie jak przedmiot i takich momentów było coraz więcej. To jest skomplikowane. Ta cała sytuacja i moje uczucia nie są już zrozumiałe i jasne.... Nasze szczęśliwe chwile zaczęłam pamiętać jak przez mgłę.
- Jesssicaa! Kolacja!- z rozmyśleń sprowadził mnie na ziemię głos mojej mamy.
- Już idę!
Już na schodach czułam piękny zapach domowych naleśników babuni. Na samą myśl o nich ślinka ciekła mi z ust.
- Aalee zapach!- powiedziałam z entuzjazmem wchodząc do kuchni. Na reszcie jakaś pozytywna rzecz.
- Siadaj już ci nakładam- powiedziała moja mama z uśmiechem na ustach. Nie mam pojęcia co jej daje siłę, że mimo tylu przeciwności losu dalej chodzi z podniesioną głową i się uśmiecha. Potrafi znaleźć światło w najgorszych chwilach swojego życia.
- Jak się układa tobie i Adamowi? Słyszałam jakieś krzyki przed domem.
Spuściłam głowę w dół, a wzrok utkwiłam w talerzu. - Rozumiem nie chcesz o tym rozmawiać, ale jeśli miałabyś ochotę ja chętnie cię wysłucham.
- Wiem mamo, ale to jest bardzo skomplikowana sytuacja i nie mam ochoty o tym rozmawiać.
Widziałam w oczach mamy troskę, ale wstydziłam się opowiedzieć jej o tym jak traktuje mnie chłopak, który nawiasem mówiąc miał u niej nienaganną opinię. To jeszcze nie ten czas, ani nie ta pora.
Dalsza cześć wieczoru przebiegła w miłej atmosferze. Przestałam myśleć o moim rozpadającym się związku. Gadałyśmy z mamą o głupotach. Właściwie tego mi było trzeba. Zwykłej, głupiej rozmowy, która choć na krótką chwilkę zajmie moje myśli.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz