poniedziałek, 6 maja 2013
Rozdział 3
ROZDZIAŁ 3
Zwykle początek tygodnia nie oznacza nic dobrego. Mam na myśli szkołę i rzeczy, które się z nią wiążą. Jednak dla mnie już nie długo miał się zacząć nowy okres. Coś w rodzaju wakacji... Wakacji od Adama.
Po szkole musiałam jechać z nim na lotnisko. Czułam jakiś dreszczyk ekscytacji. Ciekawe czy więzień, który wychodzi na wolność czuje się tak samo albo chociaż podobnie. Byliśmy ze sobą bardzo długi czas i byłam ciekawa jak to jest bez niego.
Wychodząc z domu spostrzegłam bardzo niemiłą niespodziankę. Nie dość, że lał deszcz to na dodatek mój ojciec razem ze swoją lalą postanowili czekać na mnie przed domem. Myślałam, że eksploduję. Nie było opcji, żeby nie pójść do szkoły, a mama przed chwilą pojechała do pracy. Nieźle to sobie wymyślili. Postanowiłam minąć ich bez słowa, ale ojciec złapał mnie za rękę.
- Jessica! Co jest z tobą? Najpierw traktujesz mnie i Kate w sposób karygodny, a teraz mijasz bez słowa?
- Spokojnie Stephen. Nie denerwuj się kochanie.
- Masz rację. Muszę zachować spokój. Jess... Ja wiem, że to mama cię przeciwko mnie buntuje, ale nie daj się złamać.
Popatrzyłam na niego z wściekłością i zdziwieniem. Moje oczy pewnie w tamtym momencie przypominały żyletki. Nie będzie jakiś stary playboy obrażał mojej mamy!
- Ej ziomek! Nie rozpędzaj się tak! Zluzuj trochę pośladki. To co robię to tylko i wyłącznie mój wybór. Nie będę się z wami zadawała! Nigdy!
Kate jak zwykle stała z tym swoim grymasem, który nazywała uśmiechem. Doprowadzał mnie on do szału. Znowu zmieniła kolor włosów. Tym razem na rudy.
- No i popatrz tato. Kate tylko trochę postała na deszczu i już zardzewiała.
Z triumfem patrzyłam jak się w niej wszystko gotuje.
- Jessica! Nie tak cię wychowałem!
- Ha ha ha! Ty nie miałeś czasu mnie wychowywać. Miedzy pracą i spaniem to miałaś tylko czas na to, żeby uganiać się za wszystkim co się rusza.
Nawet nie czekałam na odpowiedź. Odwróciłam się do nich plecami i poszłam w swoja stronę. Miałam jeden problem z głowy.
W szkole jak to w szkole. Było w miarę znośnie. Chowałam się przed Adamem. Tak, tak, wiem. To głupie, ale on jest jak pijawka. Jak już raz się przyssie to trudno się go pozbyć. W tłumie dostrzegłam drobną postać Caroline. Pomachałam jej, a ona odpowiedziałam mi szerokim uśmiechem.
- Hej słońce! Jak minął weekend u ojca i jego tapeciary?
- Nie byłam. Odniosłam sukces na froncie.
- Co?
Bardzo szczegółowa zrelacjonowałam jej wydarzenia z ostatnich dni.
- To gruubooo....- krótko skomentowała Caroline, ale zaraz język jej się rozwiązał.
- Jess, ale by było jakbyście się na serio pocałowali albo jakby Adam się o tej sytuacji dowiedział. A w ogóle opisz mi tego Shane! Przystojny? Jakie ma oczy? A usta? O Jess to takie romantyczne i w ogóle pomyśl sobie historia jak z filmu. Ona zajęta, on wolny. Zakochują się w sobie i...
- Caroline! Po pierwsze bierz czasem oddech, a po drugie nie przeżywaj tego jak mrówka okresu.
- Okey, okey. Już się zamykam pasztecie! Ha ha!
To uwielbiałam w Carol. Umiała się śmiać praktycznie ze wszystkiego. Swoim optymizmem zarażała innych.
- A tobie jak minął weekend?
- Musiałam pilnować siostry. Biłam się z nią, zabierałam jej ciastka. W sumie normalka. Dzień jak co dzień.
- Mogłam się domyślić. Chodź już lepiej do klasy żelkowy potworze.
Nadszedł czas na lekcję angielskiego z panią Draw. Babka jest wyluzowana. Można z nią normalnie o wszystkim pogadać, jest wyrozumiała i ogółem każdy ją lubi. Jeśli w przyszłości miałabym być nauczycielem to tylko takim jak pani Draw- zawsze uśmiechnięta i pogodna. Szkoda, że jej lekcje tak szybko mi mijają.
Kiedy szłyśmy z Caroline szkolnym korytarzem w tłumie pryszczatych nastolatków zobaczyłam Adama. Jego blond beret rzucił mi się od razy w oczy. Pociągnęłam przyjaciółkę za rękaw i dałam nura do damskiej toalety. To był odruch.
- Ała!- wydała okrzyk niezadowolenia Carol.
- Ciiii!!! Jeszcze nas usłyszy!
- Jessica... Opanuj hormony i nie targaj tak mną to boli!
- Ok. Przepraszam.
- Dlaczego ty z nim jesteś? Uciekasz kiedy go widzisz. Na widok ukochanego powinno ci być gorąco, serce powinno ci szybciej bić, w brzuchu powinnaś mieć motylki, a w głowie mętlik i....
- Znowu czytałaś jakieś romasidło. Wiesz co? Stanowczo rodzice ci powinni zabronić czytać bo to się staje niebezpieczne dla otoczenia.
Caroline może nadawała jak kaczka na dyktafon, ale w jej chaotycznym myśleniu było sporo racji. Powinnam się cieszyć na widok mojego chłopaka, a nie chować się po kątach.
- Jess? Czy ty jesteś z nim szczęśliwa w ogóle?
- Oczywiście! Znaczy... tego no.... Nie! W sensie tak! No bo.... To jest chyba jasne.
- No nie do końca. Ostatnio prawie w ogóle nie uśmiechasz się tak po prostu. Ostatnio zachowujesz się co najmniej jak nie jak ty.
- Carol my mamy tak jakby cięższy okres. Po za tym jesteśmy ze sobą trzy lata. Nie mogę tego tak przekreślić.
- Czasem trzeba dokonać w swoim życiu wielu zmian. Obrócić swoją rzeczywistość o 180 stopni. Chcesz żyć w ciągłym strachu?
- Ja nie lubię zmian.
- Czasem wychodzą one na dobre. Wiem, że się ich boisz, ale są takie momenty w życiu kiedy nie wolno patrzeć się za siebie tylko iść na żywioł i żyć chwilą.
- To nie w moim stylu!
- A druga sprawa... Nie podoba mi się jak on cię traktuje. Nie daj się złamać.
Westchnęłam. Nie chciałam na głos przyznawać Caroline racji, ale w głębi serca wiedziałam, że ją ma.
- Dobra idę stawić mu czoła.
Wyszłyśmy na korytarz i ruszyłyśmy w kierunku sali matematycznej.
- Jess! Jess! Jessica!
No oczywiście. Adam przez cały czas mnie i szukał i... niestety znalazł. Chciałam w tamtej chwili być niewidzialna.
- Jess! Zwolnij!- powiedział mój chłopak, a raczej oprawca.- Wołałem cię. Nie słyszałaś?
- To przez te hałas.
Caroline prychnęła.
- Cześć Caroline. Miło cię widzieć.
- Taaa... Cześć.
- Zrobiłem coś nie tak?- zdziwił się Adam.
- Owszem. Jesteś tutaj. Zjeżdżaj stąd buraku bo dostaniesz z kopyta!
- Co ja zrobiłem?
- Domyśl się!
No tak... To tyle jeśli chodzi o dobre stosunki miedzy tymi dwojga.
- Kotku możemy pogadać na osobności?- spytał Adam znacząco na mnie spojrzawszy.
- Nie widzisz, że gadamy? Kultury cię w domu nie nauczyli?
- Caroline...- rzekł ostrzegawczo mój chłopak.- Nie ciebie pytam o zdanie.
- To masz problem bo to ja ci odpowiadam.
Jak moja przyjaciółka się nakręci to nie ma na nią mocnych. Adam odszedł bez słowa nieco zmieszany. Ja stałam dalej z otwartą buzią i wywalonym paczadełkami.
- Zamknij tę paszczę i ucz się jak się spławia kolesi.
Carol zaczęła odwalać swój taniec zwycięstwa. Mimowolnie zaczęłam się śmiać.
- Masz z hełmem kobieto- powiedziałam stukając Carol w czoło.
- Ha ha ha! Faktycznie. Chodź bo się spóźnimy.
Na matmie znów czekała mnie niespodzianka. Sama nie wiem czy określić tę niespodziankę jako miłą, czy nie.
Do klasy wszedł dyrektor.
- Proszę o ciszę!- jakby w ogóle musiał o nią prosić. Wyglądał jak Mike Tyson więc jak wchodził gdziekolwiek to zapadała cisza jak makiem zasiał. - Chciałbym wam przedstawić nowego ucznia.
W zasięgu wzroku wszystkich obecnych pojawił się młody chłopak. Stop, stop, stop! To wcale nie jakiś tam chłopak! To Shane!
Spojrzałam w kierunku Adama. Cały kipiał ze złości. Niech mnie ktoś ratuje! Teraz to nawet w szkole będę miała piekło.
- Uwaga! To jest Shane. Od dziś jest uczniem naszej szkoły. Przenieśli go tu z powodu problemów wychowawczych. Zajmij proszę miejsce. To tyle. Do widzenia.
Wyciągnęłam telefon i pod ławką napisałam sms-a do Caroline: " To on! Shane! ;/"
Kiedy moja przyjaciółka przeczytała wiadomość, zrobiła wielkie oczy. Ona tak samo jak ja zdawała sobie sprawę jaka kontrola ze strony Adama mnie teraz czeka. Jej mina zdradzała mi wszystko. Z jej twarzy mogłam czytać jak z otwartej księgi.
Caroline lukała całkiem niedyskretnie to na Shane, to na Adama, to na Shana, to na Adama. Zapewne porównywała ich obu pod względem pięknych oczy, kształtnych ust, czy wyrzeźbionej klatki piersiowej. Po chwili i ja dostałam od niej sms-a. " Jakby trochę o siebie zadbał to byłby takim ciasteczkiem, że ojeju ;)" Cała Carol.
Popatrzyłam na Shane. Co ten chłopak miał w sobie takiego wyjątkowego, że nie można było tak po prostu oderwać od niego oczu? Wpatrywałam się tak w jego oblicze, aż w końcu nasze spojrzenia się spotkały. Strzeliłam buraka i pospiesznie skierowałam wzrok na tablicę i starałam się udawać, że jestem całkiem pochłonięta lekcją. Ale kto normalny mógłby się skupić na wzorach, czy obliczeniach kiedy ma taką niecodzienną sytuację? Doszło do moich uszu parsknięcie nowego kolegi.
Coś czułam, że na przerwie będzie kolejna wojna o pokazanie kto jest panem na tym zamku, kto jest samcem alfa.
Dyskretnie spojrzałam na Adama. Wbił swój pusty, wściekły wzrok w tył głowy Shane. Natomiast pięści zacisnął tak mocno, że były całe białe. Byłam ciekawa co knuje w swoim przebiegłym umyśle. Ludzie wokół naszej trójki wiedzieli, że coś się kręci, ale nie wiedzieli dokładnie co.
Od nudnego wykładu nauczyciela uwolnił nas dzwonek. Chociaż wolałabym już siedzieć jak na tureckim kazaniu niż iść na przerwę, czy raczej na pole walki między Adamem a Shanem. Zdawałam sobie sprawę, że prędzej, czy później przyjdzie mi się zmierzyć z tym wszystkim, ale wolałabym później niż wcześniej.
- Jessica, oprowadzisz Shana po szkole- powiedział pan Ford.
- Ale...
- Żadnego, ale. Ja się ciebie nie pytam o zdanie tylko cię informuję.
- Tak proszę pana- powiedziałam i spojrzałam na przyjaciółkę szukając ratunku, czy innego wyjścia z opresji. Caroline popatrzyła na mnie ze współczuciem i wzruszyła ramionami, jakby mówiła " Nie wiem jak ci pomóc"
Ze zmieszanymi uczuciami wyszłam z klasy. Za mną podążył Shane, Adam, a obok mnie szła Caroline.
- O matko! Co ja teraz zrobię?- spytałam ją szepcząc.
- Nie panikuj. Jakoś to będzie.
W powietrzu nabuzowanym złymi emocjami, wisiała awantura. Czekałam tylko na moment, w którym rozpocznie się zacięta wymiana zdań.
- Shane? Pokaż swój plan lekcji- powiedziałam w końcu załamującym się głosem.
- Proszę śliczna- odparł Shane, jakby nie rozumiał powagi sytuacji.
- Wrrr!!!- warknął groźnie Adam, przypominając o swojej obecności.
- No więc tak. Na następnej lekcji masz biologię ze mną. Pokażę ci salę- kiedy szliśmy po drodze pokazywałam Shanowi bibliotekę i inne ważne miejsca.
Na rozdrożu korytarza wraz z Shanem musiałam iść w lewo, Adam w prawo, a Caroline, która była moim jedynym oparciem prosto. Każdy ruszył w swoim kierunku. Mój chłopak rzucił przez ramię swoje wściekłe, zazdrosne, tęskne spojrzenie. Robiło się coraz ciekawiej.
Kiedy straciliśmy wszystkich z oczu miałam tyle pytań. Nie wiedziałam czy się cieszyć, czy bać. Byłam zbyt wstrząśnięta tym wszystkim.
- Obraziłaś się na mnie?
- Co?- spytałam z niedowierzaniem.- Nie! Ale... Jak?
Shane przewrócił oczami.- Przenieśli mnie. Wielkie mi rzeczy, ale jak widać sama moja obecność wpędza w zazdrość twojego alfonsa.
- To nie jest mój alfons!
- To jak mam go nazwać?
Kurczaki! Wkurzał mnie Shane z tym gadaniem o alfonsie! Nie jestem dziewczyną lekkich obyczajów.
- To tutaj- poinformowałam go.
- Dzieks.
- Shane? W co ty grasz?
- O co ci się rozchodzi- spytał marszcząc czoło.
- O tą całą sytuację. Mówisz do mnie śliczna przy Adamie i obrażasz go. Jeśli chcesz mu dopiec to nie moim kosztem.
- Aaaa... Czyli prawił ci kazanie jak to go zdradzasz.
Nie odpowiedziałam. To było zbyt upokarzające by z nim o tym gadać, a po za tym nie chciałam mu się zwierzać. Nie byliśmy przyjaciółmi i nie miałam zielonego pojęcia czy mogę mu zaufać.
To dziwne, ale nie mogłam doczekać się dzwonka. Gdy zadzwonił westchnęłam z ulgą. Będę miała czas, żeby się trochę zastanowić co robić dalej. Tak myślałam, ale pani Christenson miała co do nas inne plany.
- Jessica będziesz w parze z nowym kolegą.
Zrobiłam wielkie oczy, a Shane jak to Shane, uśmiechnął się pod nosem.
Nie mogłam pojąć dlaczego wszyscy popychają nas do siebie. Jakby byli w jakiejś wielkiej zmowie.
Lekcja strasznie, ale to strasznie mi się dłużyła. Na przerwie zaprowadziłam Shana do jego klasy i czym prędzej uciekłam. Zza rogu wpadł na mnie Adam.
- I co?!- spytał ze wściekłością.
- Co co?- spytałam ze zdziwieniem
- Mieliście razem lekcje! Nie masz zamiaru mi się do czegoś przyznać?
- O co ci znowu chodzi?
- O to, że mnie zdradzasz!- krzyknął jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie.
Miarka się przebrała. Co on sobie wyobrażał? Tego było za wiele jak na moje nerwy. Coś we mnie pękło.
- Człowieku! Przestań! Mam dość takiego traktowania! Mam nadzieję, że jak będziesz w Kanadzie to sobie pewne rzeczy przemyślisz bo inaczej...
- Co?
- ... Bo inaczej będziemy musieli się pożegnać- powiedziałam z ociąganiem i bardzo niepewnie. Cud, że zdołałam to z siebie wykrztusić. Zaraz tego pożałowałam.
Adam nagle przycisnął mnie do szafek i uderzył pięścią w nie tuż obok mojego ucha.
- Powiem jedno i uważnie słuchaj bo nie mam zamiaru się powtarzać. Nie odejdziesz ode mnie! Jasne?!
Nie odpowiedziałam. Zacisnęłam powieki ze strachu.
- No pytam się, czy to jest jasne!- ryknął na mnie jak nigdy i ponownie uderzył pięścią w szafki.
- Tak...- odparłam pełna przerażenia.
Nigdy nie widziałam takiej furii, takiego chłodu w jego oczach. Szał w jaki wpadł był nie do opisania. W życiu nie byłam tak przerażona. Okey, bywało między nami źle, ale nie aż tak!
Stałam oparta o szkolne szafki. Nadal miałam zamknięte oczy. Czekałam tylko na kolejny ruch mojego chłopka, czy może raczej oprawcy.
Nie mogłam uwierzyć, że jest zdolny do TAKICH rzeczy. Po chwili oczekiwania, która wydawała mi się wiecznością po prostu odszedł wściekły jak bąk. Zostawił mnie bez słowa przeprosin, bez próby wyjaśnienia swojego zachowania. Ale się porobiło...
Od pory lunchu Adam nie opuszczał mnie ani na krok. Nie miałam nawet okazji schować się lub uciec. Rozmawiał ze wszystkimi i ze mną jakby nigdy nic się nie stało. Nie znałam go od tak daleko idącego okrucieństwa. Pocieszałam się myślą, że jeszcze kilka godzin i będę bezpieczna.
Po szkole pojechałam razem z Adamem do niego do domu po walizki, a potem prosto na lotnisko. Nie mogłam się doczekać chwili kiedy wsiądzie w samolot i odleci.
Gdy dojechaliśmy na miejsce nadal się nie odzywałam. Nadal byłam wstrząśnięta i przygnębiona wydarzeniami z tamtego dnia.
- Co się tak nie odzywasz? Focha strzelasz za tą maluśką kłótnię? Przecież to jest niepoważne- stwierdził Adam.
- Według ciebie jest wszystko w porządku?
- No przepraszam bardzo- powiedział chłopak z oburzeniem. - To ty usiłujesz zniszczyć nasz związek, który budowaliśmy oboje tyle czasu! Ja tylko staram się go ratować- rzekł z miną niewiniątka.
- Ty się tylko po mnie drzesz!
- Bo mnie wkurzasz!- bronił się jakby to co robi było oczywiste.
Nie odezwałam się. Westchnęłam z poirytowaniem. To wszystko mnie przerastało. Adam nie widział nic złego w swoim zachowaniu, a wręcz przeciwnie próbował za wszystko obwinić mnie. Chciało mi się płakać.
Kiedyś było inaczej. Adam zachowywał się inaczej. Był innym człowiekiem. Starał się o mnie, był słodki i czarujący. Dawał kwiaty bez okazji, był romantyczny, nawet nauczył się na mnie na gitarze, nie wspominając o tym, że napisał dla mnie wiersz. Urzekło mnie to. Myślałam, że natrafiłam na ideała. Nie sądziłam, że wszystko się tak drastycznie zmieni.
Jakby nie to, że nasza sytuacja już i tak przypominała komediodramat to Adam zaczął coś gadać o jakiś duperelach. No tak. Według niego sprawa była załatwiona. Dla świętego spokoju udawałam, że słucham, a tak naprawdę szukałam rozsądnego rozwiązania tego problemu. Tak dłużej nie może być. Trzeba coś z tym zrobić, ale co?
- Na mnie już czas- powiedział Adam.
Nie odpowiedziałam nawet na to. Westchnął.
- Posłuchaj... Okej. Może trochę przesadziłem, ale wyjeżdżam.
- W porządku- odpowiedziałam obojętnie i oschle. Nie byłam w stanie pożegnać go miło i czule albo chociaż udawać, że wszystko jest ok.
Chłopak podszedł do mnie i namiętnie pocałował, ale nie smakował już tak jak kiedyś, pocałunek nie cieszył jak dawniej, nie wzbudzał tyle emocji co wcześniej. Odpowiedziałam mu pocałunkiem. Niezwykle zimnym pocałunkiem. Cóż... Lepszy takie pożegnanie niż gdybym miała stać jak trup.
- Muszę już iść. Kocham cię.
Widziałam ból w jego oczach, ale nie mogłam zdobyć się na krztynę współczucia.
- Ja ciebie też- w innych okolicznościach te słowa brzmiałyby czule, ale sytuacja była jaka była, a słowa zabrzmiały jak zabrzmiały.
Adam złożył na moich ustach ostatni, tęskny pocałunek i odszedł. Nawet się nie poruszyłam. Stałam jak wryta.
Po pewnym czasie widziałam w oknie jak samolot wraz z moim chłopakiem wzbija się w powietrze. Patrzyłam na niego aż całkiem zniknął mi z oczu.
Odleciał. On naprawdę odleciał. Poczułam się wolna... Szczęśliwa. To mnie przerażało. Dziewczyna nie powinna się tak czuć kiedy jej chłopak wyjeżdża na kilka miesięcy do innego kraju.
Ludzie się na mnie patrzyli jak na wariatkę. Nic dziwnego. Stałam w jednym miejscu jakieś 10 minut. Musiałam wracać do domu.
Kiedy szłam już w kierunku wyjścia, dostałam sms-a: " Jessica musimy poważnie porozmawiać. Bądź o 18:00 w kafejce Sharon.
- Tata"
To sobie będziesz czekał. Na sto procent nie przyjdę. Nie ma takiej opcji. Co ten kolo sobie wyobrażał?!
Wieczorem, kiedy odrabiałam prace domową, mój telefon dzwonił bez przerwy. Ojciec nie dawał mi spokoju. Zasypywał mnie wiadomościami i zaśmiecał pocztę. Szczerze powiedziawszy miałam go w nosie.
Po około 30 minutach rozległo się pukanie do drzwi. Nie musiałam schodzić by otworzyć, ponieważ mama była na dole.
Usłyszałam jakąś kłótnię. Zaniepokoiłam się więc zeszłam zorientować co się dzieje.
- Mamo czy wszystko w porzą...- urwałam w pół słowa. Zobaczyłam mojego, żałosnego ojca, stojącego w holu.
- O lol!- zrobiłam face palm.- To znowu ty?- spytałam z niedowierzaniem.- Po cholerę żeś tu przylazł? Przestań już być taki żałosny. To jest już męczące. Jesteś jak wrzut na tyłku.
- Też się cieszę, że cię widzę Jessico- odpowiedział nasz nie mile widziany gość.- Dostałaś moją wiadomość?
- Tą, że musimy się spotkać o 18:00 w kafejce Sharon?
- Tak, właśnie tę.
- Nie, nie dostałam.
- Jessica!- wybuchnął ojciec. Widocznie już nie wytrzymał.- Przestań odstawiać jakieś szopki! To jest dziecinada! Wiesz, że Kate jest smutna przez ciebie?
- Naprawdę? Nie wiedziałam.... Tak mi przykro...- powiedziałam z udawanym przejęciem.
- Jako twój ojciec karzę ci ją przeprosić i natychmiast zmienić swoje zachowanie!
- Wiesz gdzie to mam? To co ty mówisz?
- Gdzie?- spytał z teatralnym zaciekawieniem.
- W dupie! Na lewym pośladku i prawej półce!
Jego mina była bezcenna. Miał taki smutny wyraz twarzy. W tamtym czasie chciałam, żeby cierpiał. Chciałam zadawać mu ból. Chciałam go skrzywdzić tak jak on skrzywdził mamę.
- No co tak gały na mnie wywalasz?
- Przesadziłaś. Wypadałoby coś powiedzieć.
- Masz rację- odparłam ze "skruchą".
- Zatem słucham.
- Won mi stąd!- wyparowałam.
Do akcji wkroczyła mama.
- Uspokójcie się proszę. Lepiej będzie jak sobie pójdziesz- mama ani razu od rozwodu nie powiedziała do taty po imieniu. O dziwo on nie protestował i wyszedł bez słowa, a mama popatrzyła na mnie z troską.
- Wrrrr!- warknęłam.- Nienawidzę go!
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz