niedziela, 5 maja 2013

Rozdział 2

                                                          ROZDZIAŁ 2
                   " On jest wrakiem człowieka, śmieciem, nikim"- te słowa brzęczały mi w uszach. Nie mogłam zrozumieć dlaczego Adam tak mówi o Shanie. Może to jego, wielkie ego? Sama nie wiem. Jednak to nie fair tak mówić o kimkolwiek. Dlaczego Shane ma taką opinie u swojego kuzyna? Chciałam poznać przeszłość nowo poznanego chłopaka, ale jak do tej pory niewiele o nim wiedziałam. W jakiś sposób mnie intrygował. Postanowiłam dowiedzieć się o nim wszystkiego. Nie wiedziałam jak to zrobię,ale chciałam wiedzieć wszystko. 
                   Rano postanowiłam pójść na długi spacer. Tym razem celowo ominęłam park. Stwierdziłam, że nie będę niepotrzebnie kusić losu. Poszłam nad staw w moje tajne miejsce. Było trudno dostępne. Nikt albo prawie nikt nie wiedział o jego istnieniu. 
- Bu!- ktoś wyskoczył zza krzaków. 
- Aaaaaaaaaaa!!!!!!!!
No nie. Znowu Shane. Czy on mnie śledzi? Gdzie nie pójdę zawsze się na niego natykam.
- Ha ha ha! Ale strzeliłaś buraka. Ha ha ha! Z tym rykiem mogłabyś zagrać w reklamie Liona!
- Skończyłeś? -,-
- A co się tak denerwujesz? I nie marszcz tak tego czoła bo ci zmarszczki zostaną.- powiedział Shane roześmiany. Ciekawe, czy wie co to powaga. 
- Ziomek! W co ty grasz? Najpierw w parku wrzuciłeś mnie do kałuży potem udajesz, że mnie nie znasz i cały czas puszczasz jakieś głupie teksty? Masz zjarany beret czy jak? Weź lepiej zmień dilera!
- Lala?
- Nie mów do mnie lala!- warknęłam. Nienawidziłam jak ktoś- a w szczególności facet- zwracał się w ten sposób do mnie. Jakbym była jakąś hip-hopową barbie.
- Kobieto! Bierz! Czasem! Oddech! Udawałem, że cię nie znam bo Adam zaraz by zrobił scenę zazdrości.
- Ale przecież...
- Wiem jaki on jest ok? Wiem też, że uważa mnie za śmiecia. Zresztą wszyscy mnie uznają za nikogo. Poszedłem tam w tedy dla świętego spokoju więc zluzuj hormony.
- Aha. Spoko. 
Nie będę pocieszać jakiegoś tam typka. Nie znam go. Mimo wszystko zrobiło mi się człowieka szkoda. Jednak nie znałam go ani trochę zatem nie wiedziałam co powiedzieć.
- Skąd wiesz o istnieniu tego miejsca?- zapytałam w końcu.
- Lubie miejsca odizolowane od ludzi.
- Ja też. Można w spokoju myśleć.
- Mi nie chodzi o spokojne myślenie.
- A o co?
- Tutaj jestem wolny. Nikt nie widzi jak pale, pije i takie tam. Nikt mnie nie osądza. Nawet jakbym brał tu narkotyki to nikt o tym nie będzie wiedział. Mógłbym tu spokojnie kogoś zabić i nikt się nie dowie.
- Próbujesz mnie przestraszyć?
- A co boisz się?
- Ja się niczego nie boję.
- Uuuu... Laleczka pokazuje tipsy.
- Nie mów tak do mnie! A po za tym nie mam tipsów ślepoto.
- Ale na pewno wybrarzałaś mnie sobie gołego- mówiąc to Shane uniósł brwi z głupim uśmieszkiem na ustach.
- To aż tak widać? Potrzebuję cię, pragnę! Weź mnie! Oł bejbe- odpowiedziałam mu z sarkastycznym tonem i nie zastanawiając się długo popchnęłam Shane i wpadł do błota.
- Ha ha ha ha!
- Uważasz, że to jest śmieszne?!
- Ups... sorki. To było nie chcący. Nie irytuj się tak- powiedziałam naśladując jego ton.
- Ciekawe jak ty będziesz wyglądać- krzyknął Shane rzucając się na mnie. 
- Aaaa! Shane! Nie! Nie rób tego proszę! 
Za późno. Ten chłopak był szybszy od Adama więc po chwili mnie złapał i się do mnie przytulił ponownie mnie brudząc. Przez chwilę nasze usta znalazły się kilka milimetrów od siebie. Miałam nieodpartą ochotę, żeby go pocałować albo żeby to on mnie pocałował. To był impuls. Nie wiem skąd ta myśl się u mnie pojawiła. W tym momencie zadzwonił mój telefon. Świetnie- pomyślałam. Scena jak z kiepskiego filmu. Dzwonił Adam także musiałam odebrać.
- Tak?
- Hej kotku! Nie mogę się dziś z tobą spotkać.
- Dlaczego? Stało się coś?
- Nie, ale mam coś do załatwienia.
- Okey. Nie ma sprawy. Spotkałam dzisiaj Shane.
Shane zrobił wielkie oczy, roześmiał się ironicznie i pokazał, że mam się puknąć w czoło. Adam przez chwilę się nie odzywał.
- W porządku. Muszę kończyć. Pa. 
No tak jak zwykle. Kiedy coś mu się nie podoba szybko kończy rozmowę.
- Puknij się Jessica!
- Ciebie zaraz puknę. Adam jest moim chłopakiem, a nie panem.
- Łaaaa...
- Co?
- Nic, nic. Idziemy coś zjeść.
- Ale?
- Boisz się swojego alfonsa?
- Adam nie jest moim alfonsem.
- A zatem?
- Ok. Chodźmy.
                   Dzień z Shanem był jak dobry sen, który szybko się kończy. Tak dobrze się z nim bawiłam. Na początku Shane był skryty i oschły. Później jednak wrzucił na luz i było sympatycznie. Muszę przyznać, że całkiem fajny był z niego facet. Zdecydowanie zyskiwał przy bliższym poznaniu. Szkoda, że miał takie mniemanie o sobie. Byłam ciekawa jego przeszłości, ale on sam niewiele o sobie mówił. Chciałam się o nim jak najwięcej dowiedzieć. Ogólnikowe informacje nie zaspokajały mojej ciekawości. On sam w dziwny sposób mnie intrygował, a jego usta mogłabym....- Nie! Stop! Muszę wyłączyć myślenie! Mam chłopaka! Nie mogę w ten sposób myśleć o jego kuzynie!
                   Jednak Shane zdobył u mnie jeszcze jednego plusa i odprowadził mnie do domu. Niestety. Czekała tam na nas niemiła niespodzianka. Śmialiśmy się i gadaliśmy o jakiś bzdurach i zza rogu wychylił się Adam. No super! Teraz się zacznie awantura... Ja to po prostu wiedziałam. 
- Cześć. Co wy razem robicie?- zaczął Adam na początku spokojnie. Coś czułam, że to tylko cisza przed burzą.
- Stoimy- odpowiedział Shane.
- łaaaa... Nie zgadłbym. Może idź lepiej sobie poszukaj jakiejś menelki do towarzystwa, a nie zabieraj się za moją dziewczynę! Tak chłoptasiu zapamiętaj! To moja dziewczyna! 
                   Moja intuicja niestety nie zawiodła. O to mi właśnie chodziło kiedy wspominałam, że Adam jest strasznie zazdrosny. Myślałam, że zaraz spalę się ze wstydu. Jeśli chcecie, żeby ktoś narobił wam obciachu przed kimkolwiek- zgłoście się do Adama.
- Paszczurze! Słuchaj no. Ty masz tak szkaradny ryj, że chyba tylko twoja matka może na niego patrzeć, ale mimo wszystko przez jakieś mocne okulary słoneczne z jakiś dwóch kilometrów. Bez urazy Jessica. Jestem ciekawy czy pielęgniarki jak się urodziłeś nie zwymiotowały, a może dostały zawału? Dziwne, że twoja matka patrzy na twoją krzywą mordę i jeszcze żyje. Ja ja widzę od 5 minut i już mi podchodzi do gardła śniadanie, ale wiadomo- urodził się potwór i twoja mama powiedziała, że pokocha jak swoje. Ciekawe kto jest twoim biologicznym ojcem. Może jakiś samiec godżilli?
                   Aż mnie zatkało. Shane miał gadane. Nawet mi mowę odebrało. Patrzyłam tylko jak w Adamie wszystko się gotuje. Ku mojemu zdziwieniu Shane tyko odwrócił się i odszedł. 
- Co ty z nim robiłaś?! Zdradzasz mnie?!- wykrzyknął Adam. Jak tylko rozmawiam z jakimś chłopakiem od razu zaczyna swój monolog o tym, jak ja go zdradzam i w jakim kierunku idzie nasz związek.
- Co? Głupi jesteś? Przypadkiem go spotkałam!
- I przypadkiem calutki dzień byliście razem?! I ja mam uwierzyć, że nic między wami nie zaszło?! Kobieto! Nie kompromituj się! Mam oczy!
- Jasne. Ciekawe gdzie masz te oczy. Chyba w dupie!
- Jak ty się de mnie w ogóle odzywasz?!- zapytał z oburzeniem. 
- Tak jak na to sobie zasługujesz! Zachowujesz się gorzej jak dziecko! I w ogóle co ty tu robisz? Odwołałeś spotkanie.
- Na rękę wam było to nie? Gdybym w ogóle nie przyszedł to nie wiadomo co byście zrobili. Jadę do Kanady na wymianę, o którą się starałem. Wybacz, że chciałem się pożegnać!- kiedy tak wrzeszczał patrzyłam na niego znudzonym, pustym wzrokiem. Jak on mnie traktował? Jak przedmiot. Miałam tego dość
                   Przewróciłam oczami. Miałam ochotę go zabić. Ciekawe czy można to by było uznać za morderstwo w afekcie. Jednak co miałam zrobić? Wyjeżdżał. Długo nie będziemy się widzieć. Nie mogę go spławić, a po za tym nie wiem czy bym umiała się go tak pozbyć...
                   Zwykle piękny sen po przebudzeniu przykrywa szara rzeczywistość. Tak się czułam podczas spotkania z Adamem. Tylko by na mnie wrzeszczał i rozkazywał. Wiecznie ma jakieś tam pretensje i co chwilę coś mu nie pasuje, ale wiem, że za nic nie pozwoliłby mi odejść. Dusiłam się w tym związku. Może Adam miał trochę racji? Powinnam mimo wszystko jemu poświęcać swój czas, a nie jakiemuś kolesiowi, którego znam 2 dni. Z drugiej strony te sceny zazdrości były męczące. Nie mogłam jednak nic zrobić. Miałam trochę czasu, żeby od niego odpocząć. Łudziłam się, że w tej Kanadzie przemyśli sobie wszystko i zacznie mnie lepiej traktować. Chciałam żeby po jego powrocie wszystko zmieniło się na lepsze, żeby było jak dawniej. 
                   Na początku było pięknie. Czułam się bezpieczna i kochana. Z czasem nasza miłość, jak kwiatek zaczęła więdnąć. Adam ciągle mówił, że mnie kocha i wszystko robi dla naszego dobra. Każdy uważał nas za szczęśliwą parę. Tylko nieliczni wiedzieli jak jest naprawdę. Adam nosił nieskazitelną maskę, która wydawała się troskliwa, ale z czasem zaczął mi pokazywać swoją drugą twarz, a może raczej tą prawdziwą twarz. Taką jego mroczną stronę. Ona mnie przerażała. Wszystko potrafiła zniszczyć. Nie zaprzeczę, że mój chłopak nie raz traktował mnie jak swój najdroższy skarb. W takich chwilach miałam nadzieję, że tak będzie zawsze. Jednakże, bywały też takie chwile, że traktował mnie jak przedmiot i takich momentów było coraz więcej.  To jest skomplikowane. Ta cała sytuacja i moje uczucia nie są już zrozumiałe i jasne.... Nasze szczęśliwe chwile zaczęłam pamiętać jak przez mgłę. 
- Jesssicaa! Kolacja!- z rozmyśleń sprowadził mnie na ziemię głos mojej mamy.
- Już idę!
Już na schodach czułam piękny zapach domowych naleśników babuni. Na samą myśl o nich ślinka ciekła mi z ust. 
- Aalee zapach!- powiedziałam z entuzjazmem wchodząc do kuchni. Na reszcie jakaś pozytywna rzecz. 
- Siadaj już ci nakładam- powiedziała moja mama z uśmiechem na ustach. Nie mam pojęcia co jej daje siłę, że mimo tylu przeciwności losu dalej chodzi z podniesioną głową i się uśmiecha. Potrafi znaleźć światło w najgorszych chwilach swojego życia.
-  Jak się układa tobie i Adamowi? Słyszałam jakieś krzyki przed domem.
Spuściłam głowę w dół, a wzrok utkwiłam w talerzu. - Rozumiem nie chcesz o tym rozmawiać, ale jeśli miałabyś ochotę ja chętnie cię wysłucham.
- Wiem mamo, ale to jest bardzo skomplikowana sytuacja i nie mam ochoty o tym rozmawiać. 
                   Widziałam w oczach mamy troskę, ale wstydziłam się opowiedzieć jej o tym jak traktuje mnie chłopak, który nawiasem mówiąc miał u niej nienaganną opinię. To jeszcze nie ten czas, ani nie ta pora. 
                   Dalsza cześć wieczoru przebiegła w miłej atmosferze. Przestałam myśleć o moim rozpadającym się związku. Gadałyśmy z mamą o głupotach. Właściwie tego mi było trzeba. Zwykłej, głupiej rozmowy, która choć na krótką chwilkę zajmie moje myśli. 

sobota, 4 maja 2013

Rozdział 1


                      ROZDZIAŁ 1

                   Piątek! Mimo tego, że zaczyna się weekend to nienawidzę tego dnia. Na weekend zawsze jeździłam do ojca i jego nowej żony. Niecierpiałam jej. W końcu to ona rozwaliła mi rodzinę. Nie kryłam nie chęci do ich obojga i wcale mnie to nie obchodziło, że zadaje im ból. Starali się mi przypodobać, ale wszystko co robili kończyło się klapą. Na świecie miałam tyko moją mamę. Miałam chłopaka, ale dopiero po jakimś czasie dotarło do mnie, że to toksyczny związek.
                   Wolnym krokiem szłam w kierunku domu. Nie śpieszyłam się. Wstąpiłam jeszcze do parku. Mimo, że dzień był słoneczny można było się natknąć na kałuże po wczorajszej ulewie. 
                   Szłam jak na ścięcie, kierując się w stronę domu, aż tu nagle jakiś typ wjechał we mnie rowerem i właśnie w taką kałużę wpadłam.
- Aaa!- tylko tyle zdążyłam krzyknąć nim wpadłam do wody. 
- Ups.... Sorki.
- Sorki?! Tyko tyle masz mi do powiedzenia? Wiesz ile kosztowała ta bluzka?!
- Lala to było nie chcący. Nie irytuj się o jakiś tam łach. 
- Nie mów do mnie Lala- warknęłam. W tamtej chwili byłam wściekła. Nie dość, że musiałam jechać do ojca to na dodatek wyglądałam jak mokra kura. 
- Wow! Kociaku, schowaj pazurki. Wiem, że wpadłem ci w oko, ale po kolei.
- Hahaha! Koleś! Ogarnij się! Mam lepszy gust. A wiesz co? Pocałuj mnie w cztery litery!
- Chciałabyś.
                   Czy nie mogę raz natrafić na faceta z klasą? Mam syndrom odrzucająco-odpychający chłopaków. Mam Adama, ale z czasem z nim jak z jakimś profesorem- nudno i dołująco. 
                   Gdy tak szłam już zza rogu zobaczyłam samochód ojca. Nie chciałam tam wchodzić, ale wiedziałam, że to nieuniknione. Mogłabym nie wrócić do domu. Jednak to przysporzyłoby mamie zmartwień, a ojciec ze swoją panienką siedziałby u nas nawet do rana, czekając na mnie. Nie mogłabym zostawić mamy z nimi to tak, jakbym wymierzyła jej nie zasłużoną, okrutną karę.
                   Wzięłam głęboki oddech i z ociąganiem nacisnęłam klamkę. Chwilę się wahając zrobiłam krok w głąb mieszkania... Niemalże od razu tego pożałowałam.
- Jessie! Skarbie! Chodź przywitać ojca- powiedział mój tata z optymizmem w głosie, wciągając ku mnie ramiona.
                   Za jakie grzechy?! Ten człowiek budził we mnie odrazę...
- Nie przywitasz się, ani nie przytulisz mnie?
- Weź człowieku ogarnij.
- Jess... W ogóle jak ty wyglądasz? Ha ha ha! Jakbyś tą bluzkę ze śmietnika wyciągnęła, a włosy jakbyś ich przez rok nie czesała!- to oczywiście Kate. Żonka mojego taty. Musiała się wtrącić.
- A patrzyłaś dzisiaj w lustro szkarado?
- Jess.... Przeginasz.
- Ojciec, będę robić to na co mam ochotę.- odparowałam. Ta kobieta wyzwala we mnie moją mroczną stronę, a on jeszcze brał ją w obronę. To go skreślało.
- Jeśli chcesz się z nami spotykać w weekend.....
- Ale ja nie chcę! Czy to nie logiczne?! Nie zaczaiłeś jeszcze tego?! Nie obchodzisz mnie ty ani twoja puszczalska panienka.- wykrzyknęłam. Nie mogłam znieść ich widoku.- A ty- powiedziałam zwracając się do Kate- lepiej uważaj. Słyszałam, że ojciec ma nowa sekretarkę. Chyba masz konkurencję. Ciekawe ile jeszcze wytrzyma za nim cię dla niej zostawi i...
                   Poczułam piekący ból w policzku. To Kate. Oczywiście. Tylko ona jest zdolna do takich tanich chwytów jak ten. 
- Dość tego! Nie dość, że mnie zdradzałeś, zostawiłeś, oszukałeś, zachowałeś nasz dom i wywaliłeś na bruk to na dodatek przychodzi do mojego domu ze swoją pindą, która bije moją córkę?! Won mi stąd! Spotkamy się w sądzie! Zabiorą ci prawa!
- Liza uspokój....
- Wynocha mi stąd. 
Mama nie wytrzymała. Wyrzuciła ich z domu. Kate krzyczała coś z ojcem przez drzwi, ale niestety dla nich było już za późno. Łzy spływały mi po policzkach.
- Och, kochanie. Nie płacz. Będzie dobrze.
- Mamo, ale ty nic nie rozumiesz.
- Czego nie rozumiem?
- Ja nie płacze ze smutku, tylko ze wściekłości.
Mama nie mówiąc nic przytuliła mnie. Jedyny plus tej sytuacji to taki, że nie musiałam iść do ojca. Podeszłam do okna i zobaczyłam jak się kłóci z blondyną. Przyznaję się bez bicia, że dało mi to satysfakcję. Odniosłam sukces.
                   Następnego dnia wstałam we wspaniałym humorze. Miałam całą sobotę tylko dla siebie. Nie musiałam się niczym martwić. Usłyszałam, że dzwoni mój telefon. Spojrzałam na wyświetlacz- Adam. No tak. 
- Halo?
- No cześć. Co robisz? Nie zadzwoniłaś wczoraj ani nic!- powiedział Adam z oburzeniem w głosie.
- Miałam sporo na głowie.- Kiedyś ucieszyłabym się z jego telefonu. Teraz? Teraz... To ja już nie wiem po co jesteśmy razem, ale nie mogłam go tak zostawić. 
- Za dużo na głowie, żeby zadzwonić do swojego chłopaka?
- Masz okres, czy jak? Mam ogłosić czerwony alarm?
- O co ci chodzi? To dziwne, że chcę z tobą pogadać?!
- Nieważne. Dzwonisz po coś konkretnego?
- Mogę dzisiaj do ciebie wpaść z kuzynem? Przyjechał do miasta i matka kazała mi go niańczyć.
- Wpadaj.
- No to cześć.
- Cześć.
                   Kiedyś ta rozmowa wyglądałaby o wiele inaczej. Jednak dużo rzeczy się zmieniło i skomplikowało. Musiałam puki co ogarnąć nieco w domu. Mimo wszystko nie chciałam nikogo gościć w bałaganie.
- Mamo? Mamo? Mamo!!!!
No tak. Mama pewnie w pracy. Była pielęgniarką. W sobotę jeździła opiekować się panią Williams. Poznałam ją. Bardzo miła i poczciwa staruszka. Nie zastanawiając się długo zaczęłam sprzątać.                   
                   O 13 usłyszałam dzwonek do drzwi. Cały Adam. Zawsze punktualny. Jak każdy profesorek.... 
                   Kiedy otworzyłam, tak jak myślałam zobaczyłam Adama. Te jego delikatne rysy twarzy i blond włosy... były nieziemskie. Niczego mu nie brakowało, to trzeba przyznać. Jego największa wada to zazdrość. Na początku imponowało mi to, że tak się stara, ale po pewnym czasie to stało się męczące. 
- Hej skarbie!- no tak. Przed innymi to umie jeszcze być czuły.
- Hej kotku. Wejdź.
- Proszę, poznaj to mój kuzyn Shane.
                   Zza pleców Adama wychylił się chłopak z parku. Zamurowało mnie. Stałam jak wryta, jak posąg z otwarta buzią. Jednak tajemniczy chłopak ( no może już nie tak tajemniczy) nie dawał po sobie poznać, że mnie zna jeśli w ogóle mnie poznał.
- Cześć jestem Shane- powiedział kuzyn Adama wyciągając do mnie rękę. To mnie sprowadziło na ziemię. 
- Eeee... hej, jestem Jessica.
                   Starałam się powiedzieć te kilka słów tak, żeby zabrzmiały naturalnie. Zdobyłam się jeszcze na mały uśmiech. Zdawałam sobie sprawę, że musiał on wyglądać nieco sztucznie. Natomiast Shane nie czekając na zaproszenie wszedł do środka.
- Jess? Wszystko w porządku?
- Jak najbardziej słońce. Chodź. Przygotuję jakieś napoje, a ty zajmij sie kuzynem ok?
- Dobrze.
Adam dał mi buziaka i poszedł do Shane. Ogarnęłam mnie panika. Co za żenująca sytuacja. Można by ich porównać do ognia i wody. Adam na pierwszy rzut oka schludny, uporządkowany, chłopak, który sprawiał wrażenie kogoś kto ma dobrze poukładane w głowie. Shane miał brązowe włosy i mocno brązowe oczy, był opalony. Wyglądał jak luzak, który nigdy nie widział porządnego sklepu z ciuchami( nie ubliżając mu), a jego myśli to była istna zagadka.
                   Musiałam do nich wracać. Wzięłam sok pomarańczowy, colę i trzy szklanki i poszłam do salonu.
- O Jessi... Co tak długo?
- Nie mogłam znaleźć szklanek.
Oboje popatrzyli się na mnie ze zdziwieniem. Na początku nie zjarzyłam o co chodziło, ale potem poskładałam wszystko do kupy. Laska we własnym domu i nie wie gdzie są szklanki? Zawsze spokooo. Czasami nadawałabym się na blondynkę. 
- Jessica, lubisz może spacerować? Ja wolę jazdę na rowerze- krępując ciszę zdecydował się przerwać Shane. Ten chłopak był nieprzewidywalny. Najpierw udaje, że mnie nie zna, a teraz bawi się w podchody. W co on gra? Niech się w końcu na coś zdecyduje! Stempałam po bardzo cienkim lodzie. Na szczęście potem odpuścił sobie teksty i mimo napięcia jakoś się trzymałam.
- Ziomale, ja spadam.- powiedział Shane.
- Już?
- Nie chcę być piątym kołem u wozu.
- Ale jeśli masz ochotę to możesz zostać. Co nie Jess?
- Pewnie. Zostań- pomimo tej całej sytuacji nie chciałam być aż tak nie miła.
- Nie, dzięki. Zrywam się. Narka.
- Cześć- powiedzieliśmy równocześnie z Adamem.
                   Shane wyszedł i zostaliśmy sami.  
- Adam mogę cię o coś zapytać? Tylko nie obraź się. 
- Wal.
- Zwykle jesteś bardzo zazdrosny. Mam wrażenie, że najchętniej to byś mnie ukrył przed oczyma innych facetów, a tu nagle przedstawiasz mi kuzyna. Dlaczego?
- Wiesz, to trochę skomplikowane. Matka mi kazała. Wpakował się w coś tam  i ja mam mu pomagać. Żalllll. On jest wrakiem człowieka, śmieciem, nikim...
                   Zszokowały mnie te słowa. Nie żebym była ideałem, ale staram się nie oceniać w ten sposób ludzi. Czasem komentuję ich ubiór, ale i tak skupiam się na charakterze i staram się im dać szansę. Jednak zachowanie mojego chłopaka bardzo mnie rozczarowało. W oczach innych ludzi Adam to ideał. Dziewczyny mi zazdroszczą, ale tylko ja wiem jak jest naprawdę między nami. Gdyby poznały prawdę omijałyby zapewne Adama szerokim łukiem.

Prolog


                                                                PROLOG

                   Każdy człowiek dochodzi do takiego momentu w swoim życiu, że pyta sam się siebie " Co to właściwie jest życie?" W moim przypadku to jest właśnie ten moment.
                   Otóż Życie nie jest łatwe. I nikt nie składa rodzącemu się człowiekowi obietnicy, że w jego przypadku będzie inaczej. 
                   Od początku każdej, małej osóbce towarzyszy Nadzieja- najsilniejsza spośród wszystkich uczuć, obecna zawsze, potężniejsza od Strachu, którego bronią są obawy. 
                   Jest też Miłość- niezwykle zdradliwa, skomplikowana i niezrozumiała pani w masce, za którą kryje swoją prawdziwą twarz. Nie można jej ufać albowiem nie zawsze prowadzi nas we właściwa stronę. Jednak posiada klucz do ludzkiego serca- narządu bijącego własnym rytmem, za którym ślepo podążamy, któremu nie potrafimy się oprzeć, któremu ślepo wierzymy. 
                   Miłość jednych prowadzi prosto w sidła Nienawiści- pani zemsty. Innych zaś, oddaje pod krótkotrwałą opiekę Szczęścia.
                   Gdy opuści nas Szczęście, pojawia się Smutek. Towarzyszą mu Ból oraz Cierpienie. To trio nie jest niezwyciężone. Odpędza je Pocieszenie- ukojenie ludzkich strapień. 
                   Po nim pojawia się Wiara, za którą podąża Odwaga. Przyprowadzają one Wewnętrzną Siłę, drzemiącą w każdym z nas by mogła pojawić się w najmniej oczekiwanym momencie. Ma za zadanie zmusić nas do walki, byśmy mogli wyjść z cienia nieszczęść. 
                   W takich chwilach nie należy zapominać o Rozsądku- odwiecznym doradcy. Raz zapomniany bezlitośnie ciska w nas przykre konsekwencje. 
                   Nikt nie zna planów Losu- rozkaprysionego pana zdarzeń. Nie wiadomo, na którą ścieżkę, który człowiek trafi. Czy Los będzie dla niego łaskaw i doprowadzi go do jego miejsca na Ziemi? A może ktoś zostanie od razu spisany na straty i wieczną tułaczkę? 
                   Czasem na pozór dobre rzeczy kończą się tragicznie i pozostawiają po sobie ślad, z którym trzeba żyć...